Wpisy z 2022


Wpisy z 03/22

27/03/22

To był wielce pracowity tydzień! W poniedziałek musiałem na szybko wymyślić jakąś zbiórkę, bo nie udało mi się wcześniej nigdzie tego wcisnąć. Ale Jehowa mi pomógł, nie wyszło chyba najgorzej😊. No i nie mogę pominąć, że Ala życzyła mi powodzenia i chwaliła.

Wtorek to był jeden z najlepszych dni w szkole - miałem masę odwołanych zajęć, a Ala miała mało roboty w Amazonie, więc oboje śmialiśmy się do telefonów, a ludzie obok nas patrzyli jak na wariatów 🤣, ojej to był fajny dzionek! Wieczorem Ala była na punkcie Julki, chociaż to było dla niej bardzo stresujące przeżycie. Julce uważam, że poszło świetnie i mam nadzieję, iż będzie z niej chwalczyni Jehowy! Jeśli Ala dalej będzie się nią tak fajnie interesować, to na pewno ją to zachęci. Pogadaliśmy trochę o różnych marzeniach i to naprawdę przykre, że naszym marzeniem jest być zwyczajnie szczęśliwymi. Ale dowiedziałem się, że Ala chciałaby mieszkać w Chorwacji nad morzem - miejscowość Makarska czy jakoś tak. Kto wie, może w raju po jakimś milionie lat życia? Byłem we wtorek na chwilkę na sali, często tam ostatnio bywam, tak jak kiedyś. To dla mnie bezpieczne miejsce. Lubię pracować dla Jehowy i braci, szczególnie kiedy mnie nikt nie widzi. Wtedy nie muszę się stresować i wstydzić, że coś zrobię nie tak, albo zawiodę czyjeś oczekiwania. Potem byłem w służbie z Maćkiem w jakimś angielskim zborze w Szczecinie. Nieźle mnie wkopał do służby z jakimiś dwiema siostrami, ale wyszło w miarę elegancko. Jedna napisała, ale dałem Ali możliwość wykazania się i razem coś jej napisaliśmy 😁. Była też analiza dlaczego zimną lemoniadę pije się latem - no bo to oczywiste, że zimą jest zimno i lemoniada zimna więc nie jest zimne ani jedno ani drugie. Proste.

Bardzo zasmuciło mnie to, co zrobili jedni bratkowie. Nie uszanowali zdania mojej przyjaciółki i bardzą ją zranili. Czułem się bezsilny, nie miałem jak jej pomóc! Po prostu rozmawialiśmy i mam nadzieję, że to jej jakoś pomogło.

W środę byłem z mamą w poznaniu i było fajnie. Jeżeli chodzi o kawiarnie, ubiór i zakupy bardzo się dogadujemy. Wypiliśmy razem kawkę i pogadaliśmy o życiu i jego problemach. Ale tak ogólnie. Gadaliśmy sobie też z Alą o powrocie na sale, widać, że oboje się na to bardzo cieszymy. A ja mega stresuje się punktami - nigdy nie miałem żadnych na żywo, a mają dojść nowe...Co jeśli zawiodę? Bardzo bym chciał, żeby bracia odnieśli korzyść z moich wystąpień i zawsze o to proszę Jehowę. Michasia napisała, żeby przeprosić Alę. Fajnie, że stara się pogodzić no i dobrze, że Ala chce jej wybaczyć. Odwiedziłem babcie (w końcu). Bardzo się ucieszyła i miło było z nią trochę porozmawiać. Wysłałem Ali moje piękne prace artystyczne, które babcia trzyma 🤣 Kamila poprosiła Alę o pomoc, co pokazuje jak dużo udało jej się zdziałać wśród młodzieży. I to w tak krótkim czasie! Prawdę mówiąc, takie było moje zadanie - wziąć się za młodych i ich uaktywnić. Nie trzeba chyba mówić jak mi wyszło... Obserwuję teraz uważnie Alę i staram się czegoś nauczyć - jest bardzo przystępna i wyluzowana, co sprawia, że młodsi czują się przy niej swobodnie. Muszę też się ogarnąć i spróbować nawiązać z nimi więź.

W czwartek znowu nikt zbiórki nie otworzył, ale Ala na szczęście była na posterunku i udało się ogarnąć. Na okienkach pochodziłem po cytadeli słuchając pieśni i innych piosenek. Trzy podesłałem Ali i jej się jedna spodobała - ma dobry gust 🤣. Fajnie było tak po prostu się wyluzować i podziwiać dzieła stwórcze Jehowy. Uwielbiam to robić, ale rzadko kiedy można się po prostu zatrzymać i nie myśląc o niczym innym docenić to, co Bóg nam daje. Dalsza część sprawy z Michasią - na szczęście żadna ze stron się nie poddała i miały się spotkać następnego dnia wieczorem. Chwilę przed zebraniem Maciej się spytał czy będę prowadził zebranie z sali... nie ustalaliśmy tego wcześniej i poczułem się bardzo źle, że musiał odmówić. Jestem winny, chociaż nie wiedziałem o tym. Na szczęście jemu świetnie poszło, jak wszystko co robi tak w zasadzie. Dostałem też wezwanie do kwalifikacji wojskowej - muszę o tym pamiętać, bo z moją pamięcią to pewnie policja po mnie przyjedzie 😁. Przez to wszystko się stresowałem i czułem ogromną rezygnację. Ale modlitwa do Jehowy dała mi Jego ducha spokoju - prosiłem, żeby zrobił to dla braci, żeby nie stracili na programie. No i chyba wykorzystał też Alę - i po modlitwie i skarbach napisała proste, ale zachęcające słowa. Coś tak prostego może tak pokrzepić. Potem się dowiedziałem, że Alicja to tak naprawdę ninja z umiejętnością otwierania drzwi z zamkami elektronicznymi. I ma w planach nawiedzić Betel! Strzeżcie się drodzy bracia na stróżówce 🤣!

Nie będę ukrywał, że piątek należał całkowicie do Ali. Od rana do wieczora miała tyle na głowie! Wizyta a potem jeszcze Michasia... Ze wszystkim sobie świetnie poradziła i myślę, że sprawy z Michasią idą w dobrą stronę. Dobrze, że się nie poddała! Mam nadzieję, że przypisze to Jehowie 😊. Ja byłem na sali z Krzysiem i było super. Dobrze się przy nim czuje, bo jest bardzo szczery i życzliwy. Nie ma wobec mnie wygórowanych oczekiwań, nie czuję stresu przed przyznaniem się, że czegoś nie wiem. No i ma fajny żart :P. Dobrze było popracować na sali, mam nadzieję, że Jehowa pobłogosławi naszym wysiłkom i bracia odniosą z nadchodzących zebrań pełną korzyść. Potem Maciej chciał pogadać, ale wyszło na to, że albo zrezygnował, albo wolił dołączyć do dziewczyn. Ma nową energię po kursie dla starszych i już coś dla mnie planuje. Miło.

W sobotę miałem buraka na twarzy przez kamerkę zapasową i było śmiesznie. Byłem w służbie z Dawidem, a Maciej zaprosił Alę na zebranie do centrum. Podejrzana sprawa...

Dzisiaj (niedziela) prowadziłem media z sali i na szczęście poszło bez problemu. Zbiórka chyba też udana, nawet jestem zadowolony. Filip miał strażnicę i jakoś tak nie wiem...To już jest pewnie nudne dla osób, które to wiedzą, ale to mój ogromny problem... Ci wszyscy bracia, których mi różne osoby stawiają za wzór. Niby mnie też chwalą, że jestem duchowy i w ogóle, ale jak jakiś inny braciszek robi coś więcej, albo lepiej to od razu muszą mi to wytknąć. Czasami ciężko mi przez to zachować radość i dostrzec dobro jakie ja wyświadczam. Naprawdę się staram i kocham Jehowę.

Alę Walczaki zaprosili do siebie, a mnie tata do kawiarni. Ale śmiesznie się stresował. Pomogłem mu i powiedziałem, żeby powiedział o co mu chodzi bez ogródek. Stwierdził, że nic nie jest i tak tylko żeby było miło tu jesteśmy. Więc ja zacząłem coś mu tam opowiadać, mając nadzieję, że w końcu wydusi o co mu chodzi. No i powiedział koniec końców, że był taki okres parę miesięcy temu, gdy uznał, że nie chciałem zbytnio z nimi rozmawiać. Uchwyciłem się tego i ze spokojem powiedziałem tacie (choć bez żadnych szczegółów), że nigdy nie było między nami takiej relacji, żebym przyleciał do nich z jakimś serio poważnym problemem. Powiedziałem, że nie mam do nich żadnego żalu, ale nigdy nie będą dla mnie najlepszymi przyjaciółmi, bo zbyt wiele się stało rzeczy pomiędzy. No i tata to ze spokojem przyjął, stwierdził, że rozumie i przykro mu, iż do tego doszło i zdaje sobie sprawę, że to musiało być wiele wydarzeń. W sumie to fajnie ta rozmowa wyszła. Tata wie, że te relacje między nami są takie raczej z dystansem i nie będę się zwierzał, ale nie czuję żalu i akceptuje sytuacje taką jaka jest. Więc się cieszę, że nie muszę udawać i jest git 😊. Powiedział też, że grono zawsze widziało mój szybki rozwój duchowy, ale w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy jeszcze on przyspieszył. Ucieszyły mnie te słowa, bo to znaczy, że wszystko idzie w dobrą stronę!

A, jeszcze! Był fajny wykład u nas w zborze. Normalnie jak się zaśmiałem przy przykładzie przyjaciela, który przypomina o zmianie czasu 🤣🤣🤣


20(21)/03/22

Sen? A co to takiego? Nie będę opisywał dokładnie każdego dnia tym razem, bo większość partie zainteresowane już wiedzą - dowiadywały się nie bieżąco 😊.

W poniedziałek umówiliśmy się, że Ala kiedyś wbija do szkoły na lekcje, albo chociaż żeby się przejść po szkole. Jak nic, trzeba to kiedyś zrobić - będzie fajne wspomnienie. Nigdy nie sądziłem, że będę uwielbiał, jak ktoś mnie nazywa głupim. Nie dziwota, nie spotkałem wcześniej kogoś, kto potrafiłby tyle ciepła i uczuć zamknąć w takich wyrażeniu. Ma dla mnie szczególne znaczenie. We wtorek Ala pomogła mi napisać miłą wiadomość do Domczi, mimo że chciałem się już poddać. Jest bardzo pomysłowa i ma dużo taktu - zanotowane na przyszłość w głowie. Pamiętała też, że miałem sprawdzian z matmy! Totalnie nieistotna głupotka, a jednak pamiętała - miłe.

W środę Ala wpadła pod kosiarę i wyszło...świetnie. Chciałem się jej spytać co to za model kosiarki był, bo ładnie przycina, ale stwierdziłem, że beton jakich mało 🤣. No i jak to Ona, wykorzystała tę okazję do rozmowy. Opowiadała, że fryzjerka chętnie i otwarcie mówiła, więc wiem, że Jehowa pobłogosławił staraniom mojej przyjaciółki. Zdecydowanie wpis do jej zeszytu się należy za to błogosławieństwo ;). Tego dnia mieliśmy też pierwsze nieporozumienie, które szybko i bezproblemowo udało się rozwiązać. Niczego innego się nie spodziewałem, ale ta sytuacja potwierdziła, że potrafimy się dogadać i wspólnie rozwiązać problemy. +10 punktów do doświadczenia w przyjaźni 😊. W rezultacie Alutka powzięła postanowienie, żeby mnie kiedyś zdenerwować. Muszę się mieć na baczności i nie mogę się doczekać co wymyśli 😁.

W środę jechałem z rodzicami odebrać garnitury dla mnie i ojca. Nie był to przyjemny wyjazd, nie pierwszy zresztą. Już nawet nie próbuję się w takich sytuacjach jak tamta bronić. Zrozumiałem jakiś czas temu, że rodzice nigdy nie zobaczą swojej winy. Nie ważne co by się nie działo, winny będę ja. Nauczyłem się już, że najlepiej im cały czas potakiwać i nie dawać satysfakcji z wybuchu. Zresztą od dawna nie pokazuje im żadnych prawdziwych emocji, w tym gniewu. Tak jest lepiej. Nie jest też tak, że ciągle na mnie krzyczą i nasz dom to jakaś patologia, co to to nie. Zwyczajnie nie łączy nas więcej, niż relacje rodzice - syn. I to ten niechciany. Ale cóż, życie takie już jest.

W czwartek była dyskusję o odebranie paczki. Czułem, że nikt nie chce, żebym pomógł. I jeszcze Ala musiała przez to zrobić tyle nadmiarowych kilometrów. Chociaż nie dzieliłem się tym uczuciem, to jakimś cudem to wyczuła. I TO PO WIADOMOŚCIACH! Kiedy chce, to zdecydowanie potrafi mnie przejrzeć, jak książkę dla dzieci.

No i niespodzianka. Jaka wspaniała, słodka i piękna 😍. Tyle radości mi to przyniosło...prawie tyle, co patrzenie jak Ala się cieszy. Wiem, że zawsze chciała mieć kotka i jestem szczerej myśli, że kiedyś rzeczywiście będzie go miała. Przy okazji, dostałem razem z kablem prezent, chyba tak to można nazwać. I przeczytałem go wiele razy. Czułem, że nie czytam słów, a emocje. Kiedy pisała o spotkaniach z braćmi, obiedzie u Figasów, wypowiedzi Julki na zebraniu...czułem jej ogromną radość i uśmiechałem się razem z nią. A kiedy wylewała nad jeziorem swe serce przed Jehową, płakałem obok niej.

Nie mogę zabrać jej bólu i problemów. Chociaż bardzo tego pragnę, to nie potrafię. Nienawidzę tej bezsilności. Jest dla mnie niezwykle cenna. Bardzo wartościowa. Dlatego zrobie wszystko, żeby być przy niej gdziekolwiek mnie potrzebuje i pomóc jej czerpać radość z różnych sytuacji. Chociaż tyle mogę.

W piątek miałem okazję zwrócić jej ten niezwykle cenny w mych oczach przedmiot. Kto wie, może na sali uda się jeszcze go otrzymać? Walizka zawsze będzie otwarta, tak samo jak auto. Kiedy już w końću jakieś będzie, bo czekam i czekam, a wszystkie pewniaki się odsuwają w czasie 🙃. Pomogła mi też wieczorkiem, kiedy stresowałem się zbiórką i widziałem jedynie to, że jestem, gorszy od innych. Pokrzepiła mnie też przed samą zbiórką, dużo to dało 😊. Poznała też najgorszego ze wszystkich dziadów - Zenona Kupsika. Ponoć Ala potrafi go zmusić do przejścia na emeryturę, więc jest nadzieja dla przyszłych uczniów tej szkoły 🤣🤣🤣.

Bardzo podobała mi się niedzielna strażnica. To jeden z lepszych artykułów jakie były! I Ala dała piękną wypowiedź (jak zawsze zresztą)...I mi udało się powiedzieć jedną myśl, na której mi zależało. Alutka lubi też siostrę Lidkę. Bardzo, bardzo dobrze. Siostra Lidka jest niezwykle kochana, chociaż jak to ciotka, ma swoje za uszami 😁. Szkoda, że służba nie wraca. Byśmy mogli pojechać z nią, Anetą, Elą i Alą Ziółko do służby po wioskach. Często w takiej ekipie głosiłem i zawse było genialnie. Długie godziny w słońcu z zaproszeniami na zgromadzenie, a potem mrożona kawa pod cieniem winorośli u Jeziorskich...Gdyby dodać do tego moją przyjaciółkę - czy może być coś piękniejszego i bardziej cennego duchowo?

Teraz chyba sprawa kluczowa. Zawsze czułem się niedoceniany i bardzo o takie docenienie się starałem ciężką pracą. Do tego niskie poczucie własnej wartości, samotność i wiele innych. Powiedziałem Alicji o sprawie z Agnieszką... Wie, jaki ślad tamta dziewczyna na mnie zostawiła i jak bardzo będzie mi on utrudniał obiektywne spojrzenie na samego siebie. Alicja wie czego się najbardziej oprócz utraty Jehowy i jej samej boję. Zdrady emocjonalnej, oszustwa, manipulacji. Teraz, czuję się goły. Ala ma wszystko co potrzebne, by mnie zniszczyć. W ciągu minut potrafiłaby mnie skłonić do samobójstwa. Wie tak naprawdę wszystko, widzi mnie i moje emocje, uczucia. Wiem, że nigdy tego nie zrobi, bo ją dobrze poznałem. I chociaż ona sama tego jeszcze nie widzi, to dokładnie wiem, jak patrzy na nią Jehowa. A on się nie myli. Mam więc pewność. Ona mnie nie skrzywdzi, jestem bezpieczny przy niej i Jehowie.

Chcę przyczynić się do jej szczęścia, a tam gdzie to tylko możliwe, radować się razem z nią. Z przyjemnością będę obserwował jej duchowość, która już tak bardzo mnie urzekła



13/02/22


Ciężko mi stwierdzić, czy czas mija mi szybko, czy wolno. Z jednej strony, nie mam czasu na naukę, sen. Z drugiej, w tak krótkim okresie, wiele emocji się przeze mnie przetoczyło i wiele się pozmieniało. Poznałem też nowe uczucie - radość. Spotkanie u Domi i Ali w zeszłym tygodniu, wspólna służba z nimi, wspólny czas z Walczakami... to przyniosło mi szczerą radość. Nie tę racjonalną - to nie jest cieszenie się świadomością tego, że spotyka mnie dobro. To radość, która po prostu jest, której nie muszę szukać. Przez to wszystko, trudno mi skupić się na tak przyziemnych i niewartych uwagi sprawach, jak nauka i sen. Oczywiście nie mogę z nimi być za każdym razem jak się spotykają; mógłbym jednak wykorzystać czas na studium osobiste i sprawy duchowe. W ten sposób stałbym się lepszym człowiekiem i przyjacielem. Z drugiej strony, tak ma wyglądać raj, czyż nie? Tak przynajmniej mi mówili ;).

Poniedziałek zleciał na marnowanie czasu w szkole. Uczyłem się na zaległy sprawdziam, a inni go przełożyli na czwartek. No ja nie mogę, co za lenie - tym bardziej, że w czwartek mnie nie było i mam w ten teraz już 3 sprawdziany. Dobrze, że już się tak tym nie przejmuję. Wychowawczyni się niedługo będzie pytać, jak to jest, że uczeń, który nigdy nie spadł poniżej 5.07, ma 3 na semestr 🤣. "Życie psze Pani" jej odpiszę haha. O, albo "kawa się skończyła". Będzie beka xD. Po południu była zbiórka, a w nocy upiekłem pizzę. Co za dzień, no nie?

Wtorek był niewiele lepszy. Szkoła, zbiórka, służba i nauka do egzaminu próbnego, który miał miejsce w środę.

Egzaminy, spradziany, kartkówki - nie lubię tych słów. Nie jestem niewiadomo jak bystry, ale zawsze byłem pracowity i to przynosiło mi wyniki w nauce. Ale te trzy formy sprawdzenia zawsze oceniają mnie gorzej, niż bym chciał. Co jest winne? Stres? Format? Nie wiem, ale zarówno mnie, jak i moich nauczycieli od dawna to zastanawia. Dlatego bardzo stresuje się egzaminami. Szkołę chcę skończyć tak szybko, jak to tylko możliwe i nie zostawać tam ani sekundy dłużej, niż to absolutnie konieczne. W związku z tym, nie mogę sobie pozwolić na zawalenie egzaminu. A nie są proste! Mam potrzebne umiejętności, jednak do ich zaliczenia potrzeba naprawdę dobrej pamięci. Bo skąd mam pamiętać losowe komendy i ilość piknięć każdej z tysiąca płyt głównych? Szczególnie z moją pamięcią - to dla mnie poważne zmartwienie. Teorię zaliczyłem idealnie na granicy - 50%. Masakra totalna. Już pomijając fakt, że to się liczy do ocen i dostanę 2^4. To zwyczajnie nie jest obiecujący rezultat. Jak poszła praktyka? Nie wiem, nie ma jeszcze feedbacku, zrobiłem zdecydowaną większość, która nie wymagała pamiętania konkretnych, długaśnych komend. Tam jednak, gdzie trzeba było pamiętać totalne głupoty odpadłem, więc może być średnio. Wybrałem tę szkołę tylko i wyłącznie ze względu na Jehowę. Nie mogę przestać mu teraz ufać, ale nie zmienia to faktu, że się martwię.

Na szczęście reszta środy była wspaniała. Fajna zbiórka, służba, a potem mega miło się gadało! Dobrze było się pośmiać z naszych szkiców i "haha" w wykonaniu Klaudii. To było coś pięknego 😂. Tak mi się to wszystko spodobało, że zostałem aż do zbiórki w czwartek 😁. Nie żałuję ani trochę. Każda służba jest dla mnie bardzo cenna, więc fajnie było skorzystać również z tej w czwartek. Szkoda, że nie mogę tak zawsze. Tak sobie myślę, że gdyby wróciła służba stacjonarna, to ciężko byłoby mi się na jakąkolwiek zbiórkę wyrobić. Tym bardziej, że zostałyby przeniesione na wcześniejszą godzinę. To byłaby totalna załamka. A może będzie? Anyways, po pierwszym podziale do służby wylądowałem z bratek Markiem w pokoju. Stwierdził, że widzi mnie częściej niż własną żonę, bo już czwarty dzień z rzędu byliśmy razem w służbie 🤣🤣. Niby fajnie, ale nie chcę dostać od siostry Małgosi w łepetynę 😂. Potem Ala zaprosiła mnie do Krystyn, co było niezwykle miłe. Wspólnymi siłami udało się napisać coś do koleżanki z pracy Ali. No i Jehowa tak pobłogosławił wysiłkom Alicji... jedno z lepszych doświadczeń ze służby jakie słyszałem. A ten jej uśmiech! Zdecydowanie zaraźliwy 😁. Potem było zebranko, a Ala miała punkt. Pokazała mi wcześniej szkic, więc wiedziałem, że będzie dobry. Nie spodziewałem się jednak, że na żywo stanie się jeszcze lepszy. Naturalność, serdeczność, styl konwersacyjny, entuzjazm, zrozumiałe objaśnianie wersetów i wiele innych świetnie zastosowane. Bardzo mi się podobało. Trzeba też oddać Klaudii, że sobie nieźle poradziła jako pomoc. Chciałem się podzielić po zebranku jeszcze jedną myślą z Samuela odnośnie tego, że nie możemy robić tyle ile byśmy chcieli, ale mieliście już plany. Jak było?

W piątek poszukiwałem z mamą garnituru. Lubimy robić razem zakupy - zarówno dla mnie i dla niej, bo zawsze idzie nam to sprawnie i umiemy krytycznym okiem ocenić, co i jak wygląda. Do zakupów tworzymy naprawdę zgrany duet. To można pominąć, bo nieistotne: Ceny garniturów podskoczyły w górę o 200%. Totalna masakra. Był jeden, który mi się naprawdę podobał i nie opinał się na ramionach, co jest częstym problemem. Tkanina zmieniała kolor w zależności od oświetlenia, przechodząc od ciemnego granatu, aż po stalowy atrament. Ale cena - wszystko co mam, a po opłaceniu prawka, biletów i innych mniejszych wydatków, nie jest tego sporo. Oczywiście ładnie odłożyłem go na miejsce. Trochę zrezygnowani zapytaliśmy panią o poprzednią kolekcję. Okazało się, że mają teraz całkiem fajne promocje. Koniec końców, zamówilismy trzy garnitury w cenie niższej od tego jednego, który przymierzałem. Nie są co prawda takie ładne, ale spełnią swoje zadanie. Nawet jakościowo nie odbiegają tak daleko od pierwszego, bo też są w 100% z wełny. Chociaż prawdę mówiąc, wolę 99:1, trochę elastanu potrafi uratować garniak przed pralnią chemiczną. Oby tylko rozmiarówka nie odbiegała od tej z nowej kolekcji i będzie dobrze. Przekonam się w środę, hehe.

Potem była zbiórka, z której absolutnie nic nie pamiętam. Tamten wieczór totalnie zdominowali Walczaki. Fajnie podeszli do sprawy, nie ma co przesadzać w żadną ze stron - trzeba po prostu być ostrożnym. Może nie wszystko ogarniają, ale i tak dali sporo cennych porad. Na przykład to, żeby wykorzystywać służbę, czas w pokojach i inne takie, na spędzanie czasu. I to jest coś, pomyślałem. Bardzo zresztą lubie obserwować, jak Ala głosi i rozmawia z braćmi. To utwierdza mnie w przekonaniu, że mam naprawdę duchową przyjaciółkę. Naprawdę miły to widok 😊. Jak wyglądała noc pominę. Chociaż rozmowa w Maku nie była prosta, to chciałem żeby trwała dłużej - czułem się jak w prawdziwym gronie przyjaciół. Miałem nadzieję, że sama rozmowa, albo chociaż powrót samochodzem będą trwały wieczność. Nie chciałem zostawać sam, i wiedziałem, że nie powinienem. Prawie się nawet odważyłem o tym wspomnieć, ale to jednak wymaga dużo odwagi. No i co byście mieli ze mną zrobić? Tylko kłopot spory. Tak, czy siak, rozmowa na plus.

W sobotę wspólnie głosiliśmy wraz z cioteczkami i było super. Mówiłem już, że lubię starsze siostry?

Dzisiaj jak na złość dwie "siostrzyczki" do mnie napisały po zebraniu. Masakra, co za dzieci. Ala mnie mega wsparała ciepłymi słowami na strażnicy. Dużo to dało, łatwiej się czytało. Ale rymy. Podpowiedziała też, żeby napisać do Maćka i jak zawsze miała racje. On się ucieszył i jednocześnie coś tam wie o problemie, a ja dostałem pasującą mi odpowiedź. Fajnie, że Alicja się przełamała i wbiła do pokoju z siostrą Bożeną. Muszę jej powiedzieć, że to dużo o niej mówi. Dla mnie, jako jej przyjaciela, to miało ogromne znaczenie. Gdyby to był test, to zdałaby go celująco 😁.


I klika odniesień do Twojej odpowiedzi w formie "cytat" i odpowiedź:

"Poprzedniej niedzieli i dwóch następnych dni nie będę opowiadać, bo już o tym rozmawialiśmy. Natomiast jeśli chodzi o wtorek wieczór: myśl z ostatnią wieczerzą zmroziła mi krew w żyłach. Mam nadzieję, że nigdy więcej nie przyjdzie Ci to do głowy. A teraz tak szczerze, kamień spadł mi z serca, kiedy zadzwoniłeś i usłyszałam Twój radosny głos. Poczułam, że idziesz do przodu i wewnątrz zakuło mnie to, bo mi ciężko było wrócić do szarej rzeczywistości bez Ciebie. Chyba z tego wynikała moja barwa głosu. Przepraszam, że tak wyszło, nie chciałam Cię zranić i mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe."

Chciałbym, żebyśmy mieli tutaj jasność. Nie poszedłem do przodu sam. Nie, to trochę działa tak, że albo idziemy do przodu razem, albo wcale. Radosny głos miał Cię zachęcić i dodać otuchy, pokazać, że ja się nie poddaję, więc Ty też nie musisz. No i za nic nie musisz przepraszać 😊

"Wciąż nie rozumiem dlaczego się nienawidzisz. Masz wokół siebie wiele osób, które Cię lubią, cenią i na pewno kochają. Wiem, że to żaden argument i nic nie zmienia, ale ktoś mądry powiedział mi kiedyś, że dużo daje spojrzenie na siebie oczami innych. Może warto spróbować?"

Dziękuję, że nie traktujesz tego jak błahostki. Sprawa wydaje się głupia, ale nie jest dla mnie prosta. Nienawiść, brak poczucia jakiejkolwiek wartości i parę innych siedzą we mnie od dawna. Nie da się tego wyplenić z dnia na dzień.

"Myślę, że to bardzo dobry pomysł, żebyś od czasu do czasu rozmawiał z cioteczkami. One pokażą Ci jak Cię widzą, może się przejrzysz na oczy i dostrzeżesz więcej swoich pięknych cech. A odnośnie tego, że czekałeś aż ktoś do Ciebie dołączy. Hmm.. zawsze się zastanawiałam co Ty sam robisz w pokoju i teraz wiem. Dlaczego nie przełączysz się do kogoś innego zamiast siedzieć sam? Wiem, że to trudne, ale czasami fajnie jest wyjść z inicjatywą. A jak chcesz to na początek możesz wbijać do tego pokoju gdzie będzie Ala z Domi. Na 100% będzie wtedy co najmniej jedna osoba, która będzie się cieszyć ;) "

Często chcę się gdzieś przełączyć, lub coś dla kogoś zrobić. I czasami mi się to udaje. Ale wiesz, że biorę wszystko do siebie i ciężko mi znieść, gdy gdzieś zawinię. Parę razy po prostu nie byłem mile widziany w jakimś pokoju. Dało się to odczuć i co, nie będę przecież psuł innym rozmowy. Staram się zawsze odezwać miło, kogoś pochwalić, ale nie zawsze przekonuje to innych. Ale pracuje nad tym. Intensywnie. Dobrze wiedzieć, że tam gdzie Ala i Domi, zawsze będzie 100%. A jak ta druga mnie polubi, to może nawet i więcej? :D

I cieszę się, że ta wspólna sobota też dla Was była fajna. Serce z kamienia. Pozdrawiam cieplutko i życzę smacznej kawusi.



6/03/22

Dlaczego "Ucieczka" to skrót do JW? Zawsze jak czytam jakiś konkretny artykuł na JW org, który dotyczy mojego problemu, albo po prostu robię coś, o czym inni nie muszą koniecznie wiedzieć, to mam otwartą stronę główną jw w innej karcie. Dzięki temu mogę się tam zawsze szybko przełączyć i nie zdradzać ciekawskim, o czym akurat np. studiuję. Tutaj dałem tak o sobie przycisk, żeby był w razie co :D.


Tia... ten tydzień to totalny rollercoaster emocjonalny. Na jego początku, byłem totalnie przybity. Po rozmowie telefonicznej w niedzielę bałem się, że bezpowrotnie straciłem przyjaciółkę pierwszego prawdziwego przyjaciela, który mnie potrafi zrozumieć. I w ten sposób od niedzieli do wtorku nic nie jadłem ani nie spałem. Tylko leżałem na łóżku w pozycji embrionalnej i czułem, jak na powrót ogarniają mnie pewne myśli, które bardzo męczyły mnie przed przyjazdem dziewczyn. Problem w tym, że nie przemawiały już przeze mnie wzburzone emocje, jak to było wcześniej. Nie, teraz było samo chłodne przekonanie, że zrobienie tego, to jedyne rozwiązanie. A to bardzo szybko zaczęło mnie popychać do działania. We wtorek napisał Maciej z zapytaniem, w których godzinach kończę lekcje. Okazało się, że tylko we wtorek wracam do domu w ludzkich godzinach i zaproponował wypad do knajpy. Zgodziłem się. Co tam, ostatnia wieczerza, no nie? Zaskoczyło mnie to, od jakiej strony Maciej podszedł do tej rozmowy. Dał mi dużo do myślenia, nie mogę mu tego odmówić. Cały czas mówił o przyszłości i ogromnych korzyściach, jakie to według niego obie strony mogą odnieść. Nie wiem, co ludzie mają do planowania mi przyszłości, ale już mi się to naprawdę znudziło...Ech... Tak czy siak, część tego brzmiała bardzo sensownie i dała mi iskierkę nadziei. Postanowiłem zadzwonić do Ali i jej o tym powiedzieć. Że ta przyjaźń może być już teraz na całkiem spoczko poziomie, a kiedyś w przyszłości powrócić do "dawnych świetności", a nawet je przebić. I kiedy zebrałem się w sobie i jakoś to spróbowałem przekazać...usłyszałem w jej głosie tylko ból i rezygnację. Wtedy coś przeszyło moje serce, a chłodne szpony śmierci owinęły się wokół mnie. Czy dramatyzuje? Nie wiem, to trwało bardzo krótko. Ale porównanie do bomby, które potem w rozmowie się nasunęło, jest bardzo trafne - kiedy jest się w złym stanie, a w środku znajduje się dużo materiałów wybuchowych, to najmniejszy wstrząs, może uaktywnić detonator... I ja się tak czuję. Teraz mam wrażenie, że powolutku, małymi kroczkami zmierzam w lepszą stronę. Ale tamten moment...

Ta ponad dwugodzinna rozmowa składająca się z płaczu i zwierzeń oraz guli ściskającej gardło dużo zmieniła. Oczywiście nadal siebie nienawidzę, bo ja to w końcu ja. Ale w pewnym sensie wiem, że gdyby ta "moja bomba" wybuchła, to mogłaby pociągnąć za sobą inną. A na to nie pozwolę. Nie wiem, czy Ona tamte słowa powiedziała tylko pod wpływem emocji, czy też naprawdę miała je na myśli.

W środę stworzyłem ten elektroniczny pamiętnik (chociaż idealne literki to nie do końca to samo). Albo coś w tym stylu - jest tutaj, gdyby ktoś poczuł się samotny, albo po prostu chciał być w miarę na bieżąco z tym, co jest u mnie w głowie. Żeby ta osoba, która o nim wie, nigdy nie musiała się czuć samotna. Zakładając, że wszystko się świetnie ułoży (i widzę na to realną szansę hehe), to pozdrawiam przy okazji siebie za 10 lat. Sam jesteś głupi, ja o 10 lat starszy. Widzisz? Myślę przyszłościowo. Wiem, że chciałeś powiedzieć, że byłeś głupi. Bosz, jaki ja jestem głupi. Masz rację ja z przyszłości ;).

W czwarteczek poszedłem do szkoły i trochę mnie tam wbili w dno. Czemu ja do szkoły nie chodzę, wyrzucą mnie i w ogóle. Czemu ja muszę na to marnować czas i siły? Czemu nie mogę mieć super inteligencji, pracować 2 dni w tygodniu i resztę czasu poświęcać Jehowie i przyjaciołom? Ale wieczór...o Panie. Po zebraniu był pokój, w którym nie czułem się całkowicie niechciany. Jestem wdzięczny, że te starsze siostry nie zwracały uwagi na moje niedoskonałości, ale cieszyły się tym, co staram się robić. Potem zostałem sobie sam w pokoju i poprosiłem Jehowę, żeby kogoś do mnie przysłał. I się podziało! Po chwili chciałem już iść, ale stwierdziłem, że dla pokrzepienia przeczytam jedną z ostatnich karteczek ze "słoika pozytywnych myśli". To zatrzymało mnie na tyle długo, że wbiła Ala z Domi! AAAA! To było ekstra. Tak o sobie pogadać i pośmiać się. Naprawdę dobrze się wtedy czułem i przekonałem się, że z tą "przyjaźnią na spoczko poziomie" to nie takie wcale naciągane ;).

Piątek po prostu był, na uniwerku dowiedziałem się tylko, że szkoła będzie wyciągać ze mnie jeszcze więcej energii życiowej.

Sobota. To był dzień. Koniec końców, mało było w moim życiu dni tak wielce udanych! Zaprosiłem Maćka z Torunia na zbiórkę i do służby. Dobry z niego chłop, nie ma co. Jeszcze trochę pracy tu i tam i będzie z niego idealny kandydat na nadzorcę podróżującego! Nie do końca było mi na rękę, że dołączyły się akurat Myślątka, bo trochę mi Maćka ukradły, ale co tam. List, którego napisanie zaproponowałem, zajął nam naprawdę sporo czasu! A wyszło arcydzieło 😊. Trochę się przy bracie Robercie stresuje odzywać, bo jako nadzorca służby zawsze ma lepsze pomysły... Potem jeszcze wbiły dziewczyny i dopełniły radości ze służby :D. Po południu zawieźliśmy razem prezent dla Klaudii. Szczerze ją to ucieszyło i oby zachęciło do dalszej pracy nad swoją duchowością. A potem Ala z Domi zaprosiły mnie do siebie. Dobrze widzę, jak cenne są w oczach Jehowy. Chcę pracować nad samym sobą, by móc być dla nich wsparciem. Mają tyle rzeczy do opowiadania! Tyle niezwykłych historii, ośrodków i ludzi. Wspaniale było widzieć, jak się uśmiechały na te wspomnienia. Gdzieś tam mnie zazdrość ukłuła, nie powiem. Skoro znają tyle osób, a każdy je przecież lubi - to ja nie mam szans. Ale szybko tę myśl odrzuciłem. To niegodne uczucie w stosunku do przyjaciół. Skupiłem się na ich radości i stała się ona również moją radością 😁. Brakowało mi tylko jakiejś podpowiedzi, jak te, które dawała mi Ala. Czy dobrze sobie radzę i czy czegoś czasami nie odwaliłem... Teraz zadręczam się tym, czy nie nadwyrężyłem ich gościnności. Mam nadzieję, że nie siedziałem zbyt długo 🙄.

I jest jeszcze dzisiaj, niedziela. Ala ukradła mi myśl na zebraniu, dzień jak co dzień. 😂. Stwierdzam, że nie ma sensu, żebym wysyłał maila o nowych wpisach tutaj. Ani żebyś wypełniała za każdym razem ten śmieszny formularz. No, chyba że chcesz się czymś w nim podzielić, to wiadomo - ja przeczytam. Co niedzielę do 23:59 będzie nowy wpis i tyle. Nie musisz ich czytać, jak nie chcesz. Jednak zawsze tutaj będą, gdybyś chciała je czytać, albo poczuła się samotna.

Tyle ode mnie na dziś! Tydzień zaczął się bardzo nisko, a kończy na wyżynach. Mam tylko nadzieję, że dziewczynom też się sobota podobała. Ach, gdzie moje podpowiedzi? Bajo.


PS. (dopisane o 19:14). Odnośnie tego co mówiłem o Waszym wpływie na zbór i postrzeganiu tego jako błogosławieństwa od Jehowy - mam na to twardy dowód. Na żywo proszę się przypomnieć i się nim podzielę. 😊


2/03/22

**PS** Jeżeli wchodzisz na telefonie/tablecie to przepraszam za niewyśrodkowany zegar i inne rzeczy. Ale wiesz - ja taki niezinformatyzowany jestem :P


Szanowni czytelnicy owego bloga! Czyż nie ogromny zaszczyt Was spotyka? Dobra, dobra już. Proszę nie kopać kapitanie, tylko się wygłupiam 😊. Plan jest taki, że co tydzień w niedzielę będę tutaj zamieszczał opis mojego życia, ot co! Tak, wiem. Jak ja mam niby spamiętać co się działo przez cały tydzień, jak zapominam własnego imienia? No i tutaj pojawia się mój geniusz - codziennie będę sobie zapisywał co się działo. Genialne, no nie? 😁😂 Że też wcześniej na to nie wpadłem...
Na stronce są dwa rodzaje przycisków. Pierwszy "Ucieczka" działa jako awaryjny - polecam przetestować 😂.
Po przeczytaniu nowego wpisu można kliknąć na przycisk "Przeczytane? Kliknij na mnie!" i dać mi znać, że ten pomysł jakkolwiek Ci się (drogi czytaczu ;) ) podoba.
Jeżeli wyrazisz też taką chęć, to drogą mailową mogę wysyłać powiadomienie po umieszczeniu nowego wpisu. Jeśli tak - to napisz o tym gdzieś po kliknięciu na ten przycisk.
Będę pisał tutaj tak czy siak, co niedzielę. Jeżeli kiedyś się poczujesz samotna, to możesz tu spojrzeć i zobaczyć, że ten jeden głupek nadal pisze 🤦. I nie przestanie pisać!

A dzisiaj podzielę się jednym wersetem. Powiedzmy, że z dedykacją. Pamiętaj o nim proszę, to Psalm 37:4


,,Rozkoszuj się Jehową,

a On da ci to, czego pragnie twoje serce."

Jehowa chce nam dać nie tylko to, co jest dla nas absolutnie najlepsze, ale też to, czego my pragniemy (o ile jest to oczywiście zgodne z Jego wolą). On patrzy na Ciebie i patrzy na mnie. I się śmieje, bo takich nienormalnych jak my nie ma, a On ma świetne poczucie humoru 😅. A tak na serio, to widzi, że ta przyjaźń dużo dla nas znaczy... i nam ją da w nawet pełniejszej mierze! Zwyczajnie musimy trochę zaczekać i mu zaufać - o tym mówi werset 5 tego samego rozdziału.

Więc ja mam cel. Wykorzystywać każdy dzień na rozmyślanie, jak mogę za jakiś czas być najlepszym możliwym przyjacielem - takim na jakiego zasługujesz. Nie poddam się, bo ufam Jehowie i Tobie. Jehowa chce mi dać to, czego pragnie moje serce, czyli przyjaźń z Tobą. Podobnie wiem, że Ty nie zostawisz mnie na lodzie - w końcu jesteś moją przyjaciółką 😊!

Kolejny wpis w niedzielę ;)

Wpisy z 04/22


03/04/22

To jesteśmy w Kwiecieniu. Dzisiaj będzie pierwsze zebranie, którym bardzo się stresuje. Mam nadzieję, że wszystko zostało odpowiednio przygotowane, tak żeby Jehowa był dumny. Zmieniłem formułę i w notatkach zapisywałem na bieżąco każdy dzień (o ile był tego warty). Dzięki temu będziesz lepiej wiedzieć co czuje w danym momencie, a nie tylko po czasie. Mam nadzieję, że negatywy, które z pewnością się pojawią Cię nie zgorszą. To co czuje nie jest tym, co wyszłoby z moich ust.

Poniedziałek 28.03.2022

Ustaliliśmy, że pogadamy z Michasią. Przeprosiliśmy się za okropne słowa i miałem ulgę po całym dniu płaczu, kiedy usłyszałem w jej głosie nadzieję. Tak bardzo się bałem, że stracę tę jedyną osobę, która mnie rozumie i kocha Jehowę. Nie umiałem utrzymać w sobie łez i smutku po raz pierwszy w życiu - płakałem przez wszystkie przerwy i lekcje w losowych momentach. Jehowa uczy, że prawdziwy przyjaciel jest "bardziej przywiązany niż brat" i sam jest "bratem, który okazuje miłość cały czas, i na którym można polegać w chwilach udręki". Pomóż mi Jehowo cenić moją wspaniałą przyjaciółkę, bo jest mi bliższa niż wszyscy, poza Tobą. Ciągle zachęca mnie do dobrego.

Wtorek 29.03.2022

Dzisiaj pogadaliśmy trochę o braciach w Rosji i ustaliliśmy kwestię tego, czy się w Ali zakochałem. Po południu Ala się całkowicie rozłożyła i myślałem jak mogę pomóc. Czasami czuję się zupełnie bezsilny i nienawidzę patrzeć jak najbliższa mi po Jehowie osoba cierpi. Ale pogadaliśmy trochę o służbie i sprawach duchowych. Może chociaż na chwilę ją to zajęło. Potem Ala opowiadała o pewnej sprawie i kurczę no...tak bardzo chcę, żeby była szczęśliwa i kochana. Ale wiem, że będzie, kiedy przyjdzie na to czas. Chyba na koniec już miała całkiem spoko humorek więc fajnie.

Środa 30.03.2022

Zgadaliśmy na pociąg i było ekstra, tylko się taki jeden napałętał i aghh. Ale dzięki temu, że mogliśmy pogadać i w ogóle się z domu ruszyłem, to od razu się lepiej poczułem. Z Maciejem próbowaliśmy trochę wykładu ruszyć, ale ciągle były jakieś telefony i nie za dużo zrobiliśmy. Wieczorem się spotkaliśmy z Michasią i to był dobry pomysł. Mamy plan, z którym sobie poradzimy, pomimo ogromnej tęsknoty. Ja wiem, że Ala mnie nie zostawi i ja też tego nie zrobię. Szkoda, że nie mogliśmy więcej pogadać sami, ale jak to Ala ujęła "gadalibyśmy w nieskończoność".

Chwilę pisaliśmy jeszcze chcąc dokończyć rozmowę, ale Alutka oczywiście padła i się zamartwiałem przez ponad dwie godziny. Ech, nie jestem w stanie się na nią gniewać. Ważne, że wszystko w porządku, ale coś chyba lubi jak się zamartwiam ;).

Czwartek 31.03.2022

Byliśmy z Maciejem na sali, chociaż nie wszystko się udało nam zrobić, bo Maciej chciał się przespać. W sumie to się nie dziwię, ale nie lubię tak ważnych spraw załatwiać na ostatnią chwilę - dla Jehowy wszystko powinno być zrobione idealnie. Ola mnie zaskoczyła fajną wypowiedzią, trafiającą w mój problem. Dobrze, że Ala ją pochwaliła. Skoro już jestem przy wypowiedziach - tak się cieszę, że mogę już słuchać tych Alicji. Są bardzo, bardzo duchowe, a mi pomaga to upewniać się o tym, że tak jak ja, Ona kocha Jehowę. Pochwaliłem Patryka i Marsela za udział w zebraniu; obaj podziękowali, może im to sprawiło radość.

Cieszę się, że Ala zdobyła się na spotkanie z tą siostrą. Już samo to pokazuje, iż jest gotowa by iść dalej i służyć Jehowie w pełni. Świetnie sobie poradziła i fajnie było wieczorkiem pogadać przy okazji tego "dzielenia się problemem". Teraz tylko czekać do Niedzieli... Tia, to będzie potwornie ciężkie. Tyle spraw po drodze! Zbiórki, wyjazd do Sandry... Może chociaż części się dowiem w Niedzielę. W nocy Ala wysłała zdjęcie z kalendarza, gdzie było coś, czego nie mogłem zobaczyć. Bardzo mnie to zaciekawiło, ale nie skorzystałem z opcji powtórki, żeby sprawdzić co to było, chociaż mogłem. Nie ma za co Alutka! :P Tak czy siak, kolejny raz mamy pogadać dopiero w niedzielę. Masakra, ale damy radę.

Piątek 1.04.2022

Próbowałem się wyspać, co wyszło mi nie najgorzej. Od rana wyszedłem na dach domu i słuchałem muzyki. Pamiętam, że leciała Delilah, I will wait, Heartbreak Failure i Lil' Rich na koniec, który poprawił mi humor. Zszedłem z dachu i po politechnice odwiozłem się autem do domu, bo akurat mama była w Poznaniu. Dawid prosił mnie o pomoc w wyborze jakiejś elektroniki i przy okazji temat zszedł na Betel. Powiedział, że rozmawiał z innymi braćmi i powinienem spróbować wypełnić wniosek nawet na te dwa miesiące. Spróbowałem mu jakoś wskazać moje wątpliwości we własne siły. Napisałem, że to wielce nieprawdopodobne, żeby mnie przyjęli, bo chociaż się bardzo staram, to są bracia, którzy starają się bardziej i lepiej im wszystko wychodzi. Jedyne co mi odpisał to " ;) ". Dzięki braciszku, bardzo zachęcające. Byłem okropnie przybity. Chciałem napisać do Ali...ale była z Domi u Sandry i wolałem nie psuć jej humoru. Wiem, że by mnie podniosła na duchu, jak zawsze. Z drugiej strony nie chcę jej ciągle męczyć tym samym głupim problemem. Już dawno powinienem się z nim uporać, ale nie potrafię.

Jehowo, czy nie widzisz jak bardzo się staram? Przez całe swoje życie wysilam się jak tylko potrafię dla Ciebie i Twojego ludu. Nigdy nie dorównam mojemu bratu, tacie ani wielu innym, ale ja tego wcale nie chce. Nie chcę mieć ich chwały, ale robić dla Ciebie tyle co oni. Jehowo, ja naprawdę robię wszystko co w mojej mocy. Podejmuje się różnych zadań - tych dla mnie trudnych i prostych. Wszystkich, które mi dajesz.

Jehowo, dlaczego choć wiele osób mnie chwali za duchowość i wysiłki ja czuje się nic nie warty? Dlaczego nie dostrzegam dobra za swój trud? Dlaczego nie mogę robić dla Ciebie więcej? Przecież staram się jak tylko mogę! Proszę Cię mój Ojcze, pokieruj mną tak, żeby Twoi słudzy odnieśli z tego jak najwięcej korzyści. Tak bardzo pragnę byś był ze mnie dumny...

Chciałem wypłakać się Ali, ale tylko zepsułbym jej wyjazd i humor. A to dla mnie ważniejsze, niż moje głupie samopoczucie. Więc kiedy Maciek pojechał po wspólnej pracy nad wykładem, zrobiłem jedyną rzecz, która przyszła mi do głowy. Poszedłem na salę i z czołówką, na kolanach wyrywałem chwasty. W słuchawkach leciały pieśni, a ja starałem się zająć pracą dla Jehowy. Teraz (piątek 23:30) czuję się już lepiej, ale jestem bardzo ciekawy co u Ali. Czy dobrze się czuje u Sandry i jak jej relacje z Dominiką?. Jak podróż minęła? Ciężko będzie o wszystko zapytać w niedzielę.

Sobota 2.04.2022

Na zbiórce wydawała się radosna. Mam nadzieję, że faktycznie tak jest i trochę odpocznie od tych wszystkich problemów. Nie mogłem niestety wyruszyć do służby, bo trzeba sporo rzeczy dokupić i dokończyć przed niedzielą. Maciej ma wykład, Krzysiu miał kontakt z osobą chorą, więc zostałem sam. Powtórka z wczoraj była - pieśni, zaciśnięte zęby i praca.

Teraz możesz sobie przejść niżej do zdjęć i filmów. Jak chcesz oczywiście bo to jedna wielka strata czasu.

Linki do mediów z tego wpisu:

https://www.youtube.com/watch?v=-p3kdXef2ZA

https://www.youtube.com/watch?v=zcvdzkK7Ppc

https://www.youtube.com/watch?v=ODpxgpDlrak

Dopisane po zebraniu!!!

Szkoda, że tak szybko musiałyście jechać, bo nie zdążyliśmy zbytnio pogadać... O tyle rzeczy chciałem zapytać! Jak tam było u Sandry? Piękną miałaś wypowiedź i słodko głowę pochyliłaś :P. Słyszałem, że w piątek z Martą, Beatą i Małgosią wybieracie się na "kijki". Nieźle. Siostra Lidka powiedziała, że jestem jej ulubionym młodym braciszkiem i bardzo by mnie chciała uściskać. Odparłem, że chętnie, tylko na jakiejś kawie. Ona na to takie "OOO tak, tak. Coś trzeba w końcu pomyśleć". Więc trzeba jeszcze kogoś fajnego dobrać do Lidzi i można organizować ;).


Powodzenia jutro w pracy Alutka. Jakby coś się działo, pisz bez zastanowienia.

Pozdrawiam cieplutko i życzę miłej kawusi

*dopisek kolejny*

Pisałaś, że dzisiaj sporo zajęć. Umieram z ciekawości jakich. No i jak służba?

Kuniec


10/04/22


Poniedziałek 4/04/22

Nic wielkiego się nie działo, aż Ala nie wracała z roboty... okropnie się czuła i musiała jeszcze zachowywać kamienną twarz w służbie. Wiem po sobie, że takie coś wymaga doświadczenia, co bardzo mnie zasmuciło. Ale świetnie sobie poradziła i niczego nie dała po sobie znać (ja oczywiście widziałem, ale mnie mam nadzieję się nie wstydzi). Po służbie zostaliśmy, żeby pogadać i tak bardzo chciałem ją odciągnąć myślami od smutku. Średni ze mnie komik, ale parę razy udało mi się ją rozśmieszyć, co bardzo mnie ucieszyło. Siedzieliśmy bardzo długo i nabijaliśmy się z typa, który podbija do niej w pracy. Razem do niego napisaliśmy z mojego konta, ale to taki głupek, że i tak sobie nie odpuścił. Szok! Krystian, Krystian, wiesz, że nie masz u niej szans chłopaku? Ciekawe jak się sytuacja rozwinie, po nawet odpisał i coś tam dalej mu cisnęliśmy. Zaprosił mnie do siebie na noc. Przyznam, że od mężczyzny to taka pierwsza propozycja 😅

Wtorek 5/04/22

Nie wiem czemu, ale nic sobie z tego dnia nie zapisałem. Nic też nie pamiętam, co nie powinno akurat dziwić. Przepraszam!

Środa 6/04/22

Miałem pierwszą wizytę pasterską w życiu. Czułem się jak śmieć, który tylko zawadza. Maciej chce mnie mieć z głowy i jeszcze wymusza na Krzysiu tę wizytę. I jeszcze Ania musiała wyjść z domu, co pięknie, choć na pewno niechcący, mi wytknęła. Wiem, że bardzo się starali i nie chcieli mnie skrzywdzić, ale niestety mnie nie rozumieją. Jehowo, dlaczego kiedy ja po raz pierwszy służę Ci z pełną radością i robię ogromny postęp duchowy, inni widzą problem? Czemu problemem nie było to, że zatruwałem się tabletkami? Czemu nie to, że co noc płakałem w poduszkę, często dusząc się we własnych łzach? Dlaczego nikt mi wtedy nie pomógł, a kiedy wreszcie z pomocą Twoją i Alicji idę do góry, mniejsze problemy są wyciągane na wierzch i stawiane pod mikroskopem?

Po prostu chciałem zniknąć, wymazać swoje życie. Czekałem tylko na Alę, żeby wiedzieć jak jej poszło z Domi.

Nie wiem już jak to opisywać, ale takie rzeczy bez problemu na zawsze zostaną u mnie w pamięci...tyle co ona potrafi dla takiego głupka jak ja zrobić, to niebywałe. Nikt kogo znam, nigdy się na taki wysiłek dla mnie nie zdobył. Jehowo, dziękuję Ci za nią. Zawsze ja chroń, bo jest niezwykłym skarbem.

Czwartek 7/04/22


Dzisiaj pierwszy raz od stycznia poszedłem pobiegać i chociaż przez ten czas się zapuściłem, to udało mi się wyłączyć myślenie i na chwilę zapomnieć o wszystkim. Przebiegałem specjalnie pod blokiem Ali i jej pomachałem 😊, chociaż nie wiedziała o tym.

Było pierwsze zebranie w tygodniu i technicznie poszło praktycznie bez zarzutu. Chłopaki dobrze się spisali. Tyle różnych spraw musiałem załatwić, że nie udało mi się podejść do Ali, czego ogromnie żałuję. Rodzice bez słowa zostawili mnie na sali i pojechali sami do domu, ale odwiózł mnie Maciej. Potem miałem lekką załamkę, bo niechcący, ale silnie przypomniał mi się tamten wieczór. Bałem się zasnąć... Ala mnie trochę pozagadywała i chociaż myśli nadal były słabe, to przynajmniej nie czułem tych okropnych rzeczy. Na nowo sięgnąłem też do słoiczka pozytywnych myśli, bardzo przydatna rzecz!

Piątek 8/04/22


Słyszałem jak mama rozmawia o mnie z Dawidem i fajnie było słyszeć, że nie jestem jak On i trzeba coś z tym zrobić. Może najlepiej wymazać? Nie będzie skazy dla nazwiska i wspaniałej rodzinki. Po południu pojechałem z Maciejem na zdjęcia do Poznania i było w miarę fajnie. Spoko z niego chłopak, ma ogromny potencjał. I dużo pieniędzy w kieszeni, co trochę średnio na niego działa moim zdaniem. Postaram się dalej wokół niego kręcić, żeby go duchowo pozachęcać, ale zrezygnuję, jeżeli Zosia będzie się narzucać.

Poszukałem Małego Księcia z różą po centrum dla Ali. Znaczy z myślą o niej, bo się ten księżuniu u nas w relacji już pare razy przewinął. Trochę to zajęło, bo nie chciałem szukać rozwiązania w internecie, tylko włożyć trochę wysiłku i samemu znaleźć no i się udało.

Maciej (Walczak) wysłał mi link do artykułu "Czy Bóg odpowiada na Twoje modlitwy", który był zupełnie nijak związany z moim problemem. Ale miło, że przekopiował pierwszy lepszy link i mi go wysłał. Przynajmniej się nie muszę ciąć. Ech, za dużo negatywnych emocji. Wiem, że się stara, ale mu zwyczajnie nie wychodzi.

Tata z milion razy tego dnia narzekał na swój telefon, bo ma stłuczoną szybkę. Zwykłe, delikatne pęknięcie i to z jego winy, ale robi z siebie ofiarę, jakbym miał nieskończoną ilość pieniędzy i mógł mu znowu kupić nowy. I tak za większość lekarzy i innych rzeczy sam wykładam, o psychologach nie wspominając. A jak mu powiedziałem, żeby tak nie mówił, bo z takim stłuczeniem da się żyć, to mnie skrzyczał. Prawda jest taka, że w tej rodzinie nigdy nie będę miał racji i zawsze wszystko będzie moją winą. Ja tam jestem zakałą, jednym wielkim rozczarowaniem, ale przynajmniej można wszystko na mnie zrzucić. Najgorsze jest to, że rodzicom wszyscy zawsze wierzą, no bo jak inaczej? Nikogo nigdy nie obchodzi moje zdanie, nikt nie chce usłyszeć dwóch wersji. Nikt też bardziej nie ceni mnie od nich i nie jest gotowy przeciwstawić się im dla mnie. Każdemu po prostu pasuje do wersji rodziców, bo nikt mnie nie lubi i taki mój obraz im się rysuje. Nienawidzę swojego domu, czuje się tam obcy i prześladowany. Nie chcę tam wracać, tam nie jest bezpiecznie.

Sobota 9/04/22

Maciej mi ukradł pomysł na zbiórkę 😂. Było sprzątanie i bałem się iść na przerwę jak zawsze. W sumie to nigdy na żadnej nie byłem, zawsze się wykręcałem, że wolę popracować. Teraz nie mam tak łatwo, bo Ala daje mi przyjacielskie kopniaki i dzięki niej się przemogłem. Usiadłem obok Krzysia i go zagadałem. Po chwili uciekł, ale zawsze coś - starałem się. Klaudia Figas odkąd pamiętam zawsze dużo gada. I nigdy nie wiem, czy mówi do mnie, czy nie. Czyściłem piece w kotłowni i ona coś tam mruczy, a ja nie mam zielonego pojęcia jak się zachować. Klaudia Bukowska dała mi muffinkę co było miłe. Fajnie, że Jakub ma plan wrócić na Pamiątkę do Polski. Głowa rodziny powinna być przy niej. To znacznie cenniejsze niż dobra materialne. W przyszłości nie chciałbym być takim mężem jak inni, których znam. Jestem szczodry i nie będę się powstrzymywał przed prezentami, ale materialistycznie nastawiona żona tego nigdy nie doceni w pełni. No i w razie potrzeby życia w bardzo skromnych warunkach, byłaby prawdziwym utrapieniem. Sam też nie chcę taki być. Skromność i docenianie tego co się ma, to klucz!

Niedziela 10/04/22

Przeszkoliłem Pawła na sali i był bardzo szczęśliwy i wdzięczny. Powiedział, że jest gotowy, żeby samemu prowadzić i czuje się pewnie. Odpowiedziałem na jedną z zagadek Krzysia, co przy mojej pamięci jest niewykłym osiągnięciem. Pogadaliśmy chwilę z Alą i było fajnie, chociaż potem uciekła, bo nie chciała narażać się moim rodzicom. Rozumiem ją i przykro mi, że musi to znosić. Miałem zbiórkę i Maciej mnie pochwalił, ale w sumie to nie wiem jak mi poszło, jakoś tak dziwnie się czułem. Tym bardziej, że minutę przed, jeszcze z Alą wyjaśnialiśmy temat moich rodziców. Chciałem się aż taty zapytać co sądzi o zbiórce, ale go nie było na niej. Wydrukowałem Ali kontrakt w dwóch kopiach i jestem ciekaw co tam wpisze. Pamiętam, że moje nigdy nie były należycie wypełnione. Na pytanie o ostatnich myślach samobójczych odpowiadałem zazwyczaj coś w stylu "dzisiaj, wczoraj i przedwczoraj w sumie też. No i w dzień kiedy to czytasz, to też". Hehe. Piszemy właśnie do Krystianka, co by się chłopad odczepił. Pozdrawiam cieplutko


17/04/22


Poniedziałek 11/04/22

Całą noc nie spałem, martwiłem się o Alę i naszą przyszłość. W szkole ponoć ciągle płakałem, aż jeden z kolegów poszedł po panią psycholog. Przynajmniej nie musiałem siedzieć na lekcjach. Pojechałem do Alutki i rozmawialiśmy, a ja płakałem. Ona we wnętrzu też, ale jeszcze nie nawykła do okazywania tak silnych emocji przy mnie. Nie zmienia to faktu, że wszystko widziałem i to nie tylko po jej pięknych oczach.

Będzie nam potwornie ciężko przez cały ten czas, ale jesteśmy na tyle silni, żeby to przejść.

Jeżeli nie będę mógł sobie zupełnie poradzić, to do niej napiszę. Wiem, że tego by chciała. Ona też obiecała, że tak zrobi, chociaż długo ją o to ugniatałem. Musiałem Alicję przekonać, bo w tym względzie mam racje. Bycie sługą dużo mnie nauczyło o równowadze i rozsądku. Umieranie ze smutku i bólu jest gorsze od spotkania się brata z siostrą. To, że obiecałaś, iż napiszesz, daje coś jeszcze. Będzie łatwiej znieść ten okropny ból, wiedząc, że w razie ostateczności nadal będziemy mogli dla siebie zadziałać. Bardzo ważny punkt, dlatego tak Cię o to cisnąłem. Jeżeli nadal tego nie widzisz, to przestań myśleć i mi zaufaj. Wiem, trudna sprawa, ale zaufaj mi.

Tęsknota będzie wyciskać z nas wiele łez, jednak damy radę, bo się nawzajem kochamy. I ja Ci nie odpuszczę, nie ma takiej opcji. Za rok będzie naprawdę fajnie. Dziękuję, że jesteś gotowa nie zwracać uwagi na komentarze o moim młodym wieku. To dużo dla mnie znaczy.

Mamihlapinatapai będzie towarzyszyć nam na każdym zebraniu, a nawet na zbiórkach.

Kocham Cię Ala, ale oczy to akurat Ty masz piękniejsze ;).


Wtorek 12/04/22

Nie poszedłem do szkoły, bo dostałem zalecenie od psychologa, żeby zostać w domu i spędzić czas na powietrzu. Oczywiście nie zaliczą mi obecności, ale taka już jest ta głupia szkoła. Ten dzień zleciał mi na dwóch rzeczach: czytaniu Biblii przed pamiątką i myśleniu o Ali. Niesamowite jak wiele myśli można wyłowić dzięki przewodnikowi po publikacjach i innych odsyłaczach! Są praktycznie przy każdym wersecie! Mam zamiar poświęcać na studium, modlitwę i rozmyślanie jeszcze więcej czasu i sił, żeby za rok być najlepszym przyjacielem 😁.

Myślałem o Alicji jak wracała autobusem do domu, spała, wstawała, robiła cokolwiek robiła, jechała do pracy i pracowała. Ciągle. Nie przesadzonym będzie jeżeli powiem, że będę o Tobie myślał kiedy będziesz tego potrzebowała. Prawdopodobieństwo tego jest naprawdę duże 😅.

Sporo płakałem i będę płakał przez cały ten czas, ale robię też plany na za rok. Poczekaj tylko 😏.

Tata zapomniał, że ma zbiórkę, co mu się ostatnio często zdarza. Chyba jest tak dobry, że nigdy się do nich nie przygotowuje 😂. W służbie byłem razem z nim i Figasami bez Romka, który był w pracy. Klaudia była całkiem głośna i denerwująca, ale mam dużą cierpliwość dla innych ludzi, więc dałem bez problemu radę. I piszę o tym nie dlatego, że ma to jakiekolwiek znaczenie, ale chcę do tych wszystkich emocji i odczuć dodawać też takie zwykłe historie. Ot co robiłem danego dnia.

Myślałem, że zdążę ruszyć do przodu ze szkołą, ale jakoś czasu zabrakło! Tak czy siak, wezmę się za nią. Nie mam zamiaru dbać jakoś o oceny, bo to jak bardzo się za nimi uganiałem, to jakaś pomyłka. Ale zadbam o stronę egzaminów, co by szkołę skończyć. Na tyle na ile się da, bo zdawalność jest niska niestety, a nam jeszcze, jak już mówiłem, zmienili zasady na takie, które wymagają zdania egzaminów do zaliczenia roku. Przy zdawalności w wysokości 53% to mało optymistyczne. Ale nie martw się Alutka, nie masz pojęcia jaką mam motywację. Może masz, ale nie wiesz jak silna dla mnie jest ;). No i gdybym nie zdał, to nie miałbym drugiej szansy, bo byś mnie udusiła. 😊

Na pamiątce ma ponoć być Marek Rospek - nigdy nie był mocno w prawdzie i daleko odszedł. Kiedy ostatnio go widziałem, byliśmy w służbie i zadzwonilismy do ich domu, bo wtedy mieszkał jeszcze z rodzicami (i była normalna służba), żeby im pomachać zza płotu. Pamiętam, że chciał się popisać przed nami, a w szczególności siostrą Maćka z Torunia i prawie ją przejechał swoją beemką. Tyle dobrze, że cały bok sobie obrysował o bramę. Miał nauczkę. Teraz ma ponoć dziecko i mieszka z jakąś typiarą. Mam nadzieję, że nawet nie będzie próbował do Alicji podbijać, bo to taki rodzaj człowieka. Chociaż może chce się zmienić i wrócić, a tak właściwie to poznać Jehowę. Tak jak on, wygląda cała młodzież, z którą się wychowywałem. Przynajmniej nie był nigdy ochrzczony.


Środa 13/04/22


W tym miejscu film, chociaż nie musisz go oglądać. Wiem, że z czasem bywa średnio. (Żeby go obejrzeć, musisz być na YouTubie zalogowana jako alalysakowska01@gmail.com. Takie zabezpieczenie. Jakby coś nie działało, to napisz.

)

https://youtu.be/ylWIVSwQsH8

Właśnie wróciłem do domu (21:30), więc siedziałem na SORze jakieś 5 godzin. Lekarz podejrzewał złamanie, dlatego wysłał mnie na rentgen. Zawieźli mnie całe szczęście wózkiem, bo już nie miałem siły dalej skakać na jednej nodze. Na szczęście okazało się, że to tylko silne skręcenie i zerwanie stawu skokowego. "Tylko". To bardzo mocna kontuzja i przez 3 tygodnie mam w ogóle nie używać lewej stopy, a potem powoli wracać do sportów. Super, chyba umrę w tej chacie. Na pewno mnie rozumiesz Alutka, chcąc nie chcą rodzice będą musieli mi trochę pomagać, a to wzmocni ich nienawiść do mnie.

Wiem, że dzisiaj Alicja będzie gadała z Walczakami o wiadomej sprawie. Mam nadzieję, że Maciej się tym zajmie. Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, jak trudny będzie to dla niej okres i okropnie żałuję, że nie mogę jej w tym wspierać aktywnie. Przepraszam Ala, zasługujesz na więcej. Znacznie, znacznie więcej....jesteś wspaniała, nie zapominaj o tym.


Czwartek 14/04/22

Rano skorzystałem ze zbiórki, a potem czytałem trochę Biblii i czekałem aż mama wróci z zakupów, w tym z apteki. Potrzebowałem maści, opaski uciskowej i paru innych rzeczy - jak tylko to się ziściło, ogarnąłem kostkę na tyle, na ile mogłem, spakowałem sprzęt i poszedłem do lasu szukać spokojnego miejsca.


Film nr.2. Oczywiście nie musisz oglądać ;).


https://youtu.be/jdchlJDHAq8




Jak wróciłem to pot ze mnie spływał. Szukałem słuchawek dla siostry Klary, bo może się pojawić na Pamiątce. Mam idealne AKG do basu, akurat zamkniętej konstrukcji. Szkoda tylko, że nie posiadam fizycznego wzmacniacza akurat pod ręką, wszystkie wydałem. Najwyżej się wirtualnym pociągnie.

Po południu byłem w służbie z Maciejem z Torunia i jego mamą. Chwilę z nią podziałaliśmy, ale potem musiała się rozłączyć. Musiałem przejść do głównego pokoju, żeby dać uprawnienia i ledwo się od płaczu powstrzymałem, kiedy ją zobaczyłem. Matko, jak ja tęsknię. Ale ogarnąłem się raz dwa i nadrobiłem płakanie przed chwilą. Za tydzień w w środę jadę do Macieja. Miałem być do piątku, ale wymusił na mnie, żebym był do Niedzieli. Bardzo, bardzo mi się to nie uśmiecha, ale strasznie mocno naciskał. Wolałbym być na miejscu - u nas na zebraniach. Męczące będzie udawać, że jest super, bo dawno tego nie robiłem. Muszę też Macieja zachęcić do większego wysiłku w zborze; niestety, oddalił się od niektórych celów. Nie wiem, czy to wina jego nowych super znajomych, czy czegoś innego, ale zrobię co w mojej mocy.

Właśnie się zorientowałem, że na kwalifikacje wojskową będę o kulach. Może dostanę D? Byłoby to niesprawiedliwe w stosunku do innych, ale niestety zgrywanie bohatera, choć dla mnie najłatwiejsze, nie byłoby najlepsze dla braci, gdyby przyszły czasy poboru. Tak więc liczę na to, że nie przełożą mi kwalifikacji i faktycznie dostanę to D.

Przeczytałem sporą część mojej konwersacji z Alą i porównałem ją do mojej z Maciejem. No, jest różnica. Te wszystkie cechy, które w niej uwielbiam, po prostu biją przez słowa.


Piątek 15/04/22


Starałem się poświęcić ten dzień na czytanie Biblii i rozmyślanie o śmierci Jezusa. Przeczytałem wszystkie fragmenty, po czym spróbowałem wczuć się w położenie Mistrza. Chciałbym być tak odważny i wytrwały jak On, mimo wielu przeciwności. Nie będę się nad moimi rozmyślaniami długo rozwodził, bo dobrze wiem, jak większość z nich się kończy. Ty też się pewnie tego domyślasz.

Niedługo przed pamiątką, napisała do mnie Michasia w sprawie rocznicy chrztu. To bardzo miłe z jej strony, chociaż czułem, jakby było to trochę wymuszone i miało mi dać poczucie bycia cennym, żebym się odczepił od Ali. Ale to pewnie moja wyobraźnia dopisywała historie, więc szybko tę myśl zabiłem i dałem Michasi immunitet na dobre pobudki. Zawsze staram się tak robić dla braci - nie mi oceniać co rzeczywiście mają w sercu. Udało mi się postawić na nogi telefon dla siostry Klary i w domu wszystko elegancko śmigało.

Byłem pierwszy na sali, czego w tak szczególny dzień bardzo potrzebowałem. Musiałem uspokoić myśli i chwilowo uciszyć złamane serce.

Przed Pamiątką, do biblioteki przyszedł przywitać się ze mną Kacper. Jego dziecięca szczerość rozczuliła moje serce - niewielu zdobyło się na wysiłek, żeby podejść.


Rzeczywiście na Pamiątce był Marek - nic się chłopak nie zmienił. Szkoda, że bez drugiej połówki. Pojawił się też Jakub i Alicja. Cała ta rodzinka się rozleciała duchowo, odkąd umarła siostra Halinka. Pamiętam jej ogromną miłość i gorliwość. Dobrze, że nie musi na to patrzeć, bo bardzo bolałoby ją serce.


Długość spódniczek wielu sióstr znowu była nieodpowiednia. To jedna z rzeczy, nad którą jako zbór musimy pracować. Pamiątka to akurat szczególny dzień, kiedy nikt nie powinien ubiorem zwracać uwagi na samego siebie. Nie chcemy przeceiż odciągać uwagi od Ofiary Jezusa. Ale kiedy szedłem na salę po pierwszej pieśni i zauważyłem, że zainteresowana ma dłuższą spódniczkę niż Klaudia B, to aż się zaskoczyłem. No nic, chwytam tę myśl i obracam na drugą stronę. Godne pochwalenia są wszystkie siostry, które poświęcają więcej czasu i rozważań przy wyborze ubrań. Cechuje je też trzeźwy umysł i pokora.

Alicja miała przepiękną spinkę do włosów! Wydawało mi się jednak, że zupełnie uciekała ode mnie wzrokiem. Próbowałem chociaż na chwilę złapać z nią kontakt wzrokowy, żeby wiedziała, że nadal dla niej jestem, ale się nie udało.


Po zebraniu Michasia sama z siebie podeszła, żeby ze mną porozmawiać. To było tak miłe, że ledwo w to uwierzyłem. Pamiętałem, jak Alicja mówiła, żeby zadawać konkretne pytania, więc przełamałem się i jakieś jej postawiłem. Zadziałało, z uśmiechem zaczęła opowiadać! Potem spytała, jak się czuje z tym wszystkim i powiedziałem prawdę, że tęsknie. Bardzo, bardzo tęsknie. Zacząłem już ją pytać, jak się czuje Ala, ale wtedy jak na złość podszedł do nas Maciej i przerwał rozmowę. Totalna beznadzieja, bo widziałem po Michasi, że była gotowa odpowiedzieć.


Od Ali i Domi dostałem przepiękny prezent. To pierwsza kartka z okazji chrztu, jaką kiedykolwiek otrzymałem. Nie mam zielonego pojęcia, jakim cudem zapamiętały datę chrztu, bo sam zapomniałem, że teraz będą 4 lata. W sumie to prawie 5, odkąd oddałem się Jehowie w modlitwie. No i szczerbatek jest wspaniały... bardzo, bardzo dziękuję.


Jutro mają przyjechać młodzi, a rodzice już wariują ze szczęścia. Może i dobrze, że od środy do niedzieli mnie nie będzie. Przynajmniej nie będę im wadził.


Leżę w zupełnej ciemności i patrzę w rozgwieżdżone niebo, a Aurora, Eden, Lord Huron, Maria Peszek, Kodaline i inni wypełniają mój umysł dokładnie tym, co czuje w sercu. Nie czuję siebie; jestem całością - pełnym przekazem emocji, których nie da się opisać. Nieokiełznany ból zaciska się wokół mojego gardła i choć chcę krzyczeć, to nie mogę. Leżę w ciszy, w harmonii z całym smutkiem, tęsknotą, żalem, samonienawiścią i rozpaczą. Ufam, że ona wciąż o mnie pamięta, jednak w swe sidła chwyta mnie ponownie poczucie ostatecznej samotności. Daj mi jakiś znak, że jesteś. Proszę, nie odwracaj wzroku. Wiem, że z tym uczuciem zasnę i boję się, że chociaż po nocy nastaje dzień, ja już na zawsze w nocy pozostanę.


Sobota 16/04/22


Wyświetliłem Romkowi filmik na zbiórce, było mi miło, że poprosił o pomoc.

Przyjechali właśnie D&R. Mama za nimi biega cała szczęśliwa udając gorliwą wspaniałą siostrę, a ojciec robi z siebie komedianta i dopełnia komplet idealnej rodzinki. Nie mam na to siły, wszyscy są tacy fałszywi. Nie będę im zawadzał, nawet nie zwracają na mnie uwagi, chyba że szukają kogoś do zrobienia herbaty. Dlaczego Jehowo teraz - kiedy oni się ze mnie śmieją i chłoną kłamstwa mamy - jestem zupełnie sam? Wiem, że Ty jesteś ze mną i nie pozwolisz mi upaść tak nisko, żebym nie mógł już wstać, ale czy nie mógłbym czuć się choć trochę lepiej? Czemu kiedy potrzebuje kogoś kto mnie kocha i widzi zarówno wady jak i zalety, nie mogę go mieć? Tak bardzo bym chciał porozmawiać z Alicją. Pamiętam, że zawsze potrafiła mnie rozśmieszyć i pocieszyć. Już się nie mogę doczekać, jak jutro wszyscy będą próbowali udawać idealną rodzinkę, przytulając mnie i uśmiechając się. Nienawidzę tego! To jeden wielki fałsz, w rzeczywistości to trucizna. Nie chce być częścią, ani ofiarą tego oszustwa. Tak bardzo chciałbym zniknąć.


Pogadałem z Dawidem odnośnie ciągłych kłamstw mamy, w tym na mój temat i stwierdził, że nie ma mi nic do zarzucenia. Powiedział, że kilka rzeczy mu nie pasowało i domyśla się, że musi być tego znacznie więcej. Stwierdził, że o ile te kłamstwa nie przybiorą otwartej formy oszczerstw, mogę spróbować z nimi żyć, chociaż przyznał, że sam by pewnie nie wytrzymał, ale ja jestem znacznie bardziej cierpliwy. A jak znajdę pracę, to mam uciekać byle dalej, do innego zboru, gdzie będę mógł żyć normalnie, z taką opinią, jaką sam sobie wyrabiam. Powiedział, że mam wziąć Alicję ze sobą, o ile będziemy tego oboje chcieli, bo widzi same zmiany na dobre u mnie. Więc wszystko wydaje się być okej, tylko niektórzy mają przesadzone reakcje i dołożyła się do tego wspaniała matka, która oczernia mnie i niczego winną Alicję. Przez takie głupoty nie możemy nawet rozmawiać na zebraniach.

Rok Alutka, rozumiesz? Jesteś wspaniała - troskliwa, zabawna, duchowa, szczera, otwarta i nieudawana.

Wszystkim tym zachęcasz mnie do dobrego i dalszego duchowego rozwoju. Proszę, zachowaj mnie w swoim sercu przez ten rok.


Jutro będzie ciekawe ogłoszenie na zebraniu.


Jest już późno, oni jak zwykle wypili zbyt dużo. Wiesz, to dlatego postanowiłem przez czas nieokreślony nie pić alkoholu. Ja nie miałem z nim żadnego problemu, ale widzę jak wpływa na moich rodziców i Dawida. Nawet Rusłana wchodzi pod ich zły wpływ. Nie upijają się, jednak regularnie piją zbyt dużo. Ich żarty stają się sprośne i wszystko co złe jeszcze się nasila. Człowiek zawsze jest inny na sali i w domu, przy ludziach, przy których czuje się komfortowo, ale są granice przyzwoitości. Tym bardziej dla sług Jehowy. Wyśmiewają się ze mnie i z tego, że nie pije. Wytykają palcami i poniżają. Nie robi to na mnie już najmniejszego wrażenia, przywykłem do ciągłego poniżania przez te lata. Jednak jestem pewien, że nie chce być z takim zachowaniem powiązany. Gdyby przy każdej takiej sytuacji wszedł do nas ktoś ze zboru, to jako jedyny nie musiałbym ubierać maski i udawać innego człowieka. Daleko mi do ideału, ale przynajmniej jestem szczery i nie udaję ideału. Dlatego właśnie póki co nie piję Alutka. Wiem, że pociąg do alkoholu jest czymś trudnym do zwalczenia, bo często wiążę się z jeszcze innymi rzeczami. I naprawdę wiem o czym mówię, bo mam tak samo z lekami. Ibuprofen, paracetamol, ashwagandha - tym się trułem i często czuję chęć po prostu nałykać się tego. Wiem, że te środki stanowią dla mnie realne zagrożenie, dlatego postanowiłem w pełni ich unikać, nawet jeśli boli mnie po prostu głowa. Nawet na SOR-ze udało mi się odmówić, chociaż bardzo kusiło.

Wiesz co mi pomaga? Za każdym razem kiedy mam ochotę zapomnieć o całym bólu i się zwyczajnie naćpać (hiperbola), to wyobrażam sobie, że jesteś obok i na mnie patrzysz. Nigdy bym Ci tego nie zrobił - nie trułbym się na Twoich oczach, bo bym Cię zasmucił.

To trudny temat, bo nie chodzi o sam pociąg do środka, ale jego powiązanie z innymi rzeczami - w moim wypadku, o chęć zniknięcia. U Ciebie może to być coś zupełnie innego, jeżeli masz w ogóle podobny problem. Jeżeli tak, to radziłbym wykorzystać parę wskazówek, które sam aktualnie stosuje. Może coś się przyda? Z takimi uzależnieniami nie ma co się bawić w półśrodki - nie kuszę organizmu i umysłu nawet zwykłymi dawkami. Nie chcę ryzykować, dopóki nie minie odpowiednia ilość czasu. Warto poprosić przyjaciół, z którymi się często przebywa o pomoc. Co stoi na przeszkodzie, żeby poprosić ich o wsparcie Cię w takim postanowieniu i nie spożywaniu np. alkoholu przy Tobie? Może wydawać się głupie, ale to naprawdę może zadziałać! Ja w domu nie mam na przykład żadnych leków homeopatycznych. Nie powiedziałem rodzicom czemu, ale przekonałem ich do nie kupowania takich środków. No i chyba najważniejsze - znaleźć coś, co odwróci naszą uwagę. Uzależnienie, pociąg, czy jakkolwiek inaczej by tego nie nazwać, przychodzi zazwyczaj w najtrudniejszych momentach, kiedy nie myślimy racjonalnie. Tak mam przynajmniej ja. Trzeba zawczasu sobie postanowić, co wtedy zrobimy. Czy będzie to modlitwa, przeczytanie ponowne tekstu dziennego, wyobrażenie sobie pewnej sytuacji (jak ja to robię) - nie ważne. Chodzi o to, żeby coś sobie postanowić. W momencie słabości to może wydawać się głupie, ale za którymś razem może udać się to zastosować. A wtedy zadziała już Jehowa. To pierwszy, ważny krok do odzyskania kontroli.

Żeby nie było, że jestem taki mądry - to artukuły i Biblia powiązane z doświadczeniem.

I wiem, że średni ze mnie gość i to słaby argument, ale gdybyś kiedykolwiek była w takiej sytuacji, to może spróbuj pomyśleć co ja bym czuł i co bym chciał żebyś zrobiła. Nie chodzi o to, żebym był jakąś motywacją - ja to przecież tylko ja, nie mam co się oszukiwać. Ale chcę dla Ciebie tego co najlepsze, więc kiedy spojrzysz na sprawę z mojego punktu widzenia, też dostrzeżesz pełny obraz.

Niedziela 17/04/22

Miałaś piękną wypowiedź na zebraniu. Marek W. chciał mnie pokrzepić, ale przypadkowo mnie dobił. Widziałem, że rozmawiałaś długo z Alicją, fajnie. No i niezłe te oksy z pepco, musimy jeszcze mi jakieś kupić. Za rok?

Odpowiadając na pytanie: Marek powiedział, że jestem cenny dla Jehowy i mam się dalej wysilać. A on daje mi wspaniałe prezenty, tak jak dwie nowe przyjaciółki.

W pełni się z nim zgadzam, tylko przykro, że trzeba ten rok zaczekać...

Dopisek kolejny: Jak ktoś się kiedyś Kacpra w szkole zapyta co to jest dziedzictwo, to wszystkim szczęki opadną jak będzie wyjaśniać. To dziedzictwo Abrahama ciągle się przewija, a on świetnie ze wszystkim sobie radzi. Duża w tym pomoc mamy, widać, że jest elegancko przygotowany. Chociaż to nie moja zasługa, to czuję ogromną dumę. Oby Jehowa pobudził Jeho serce, kiedy przyjdzie na to czas.

Tęsknie Alutka. Od początku ceniłem Ciebie najbardziej na świecie (po Jehowie wiadomo). Jednak teraz, kiedy tak bardzo mi Ciebie brakuje, jeszcze bardziej Cię doceniam. Brakuje mi słów, by to wyrazić. Dziękuję, jesteś najcenniejszym skarbem.


24/04/22

Sorki, pociąg miał opóźnienie. Ciekawe, ale ta, którą terroryzuje na głos cieszyła się z powrotu jej "kochanego syneczka do domu". Dobra, już to zostawiam, wybacz. Czwartku i Piątku najlepiej nie czytaj - pełno tam słów zapisanych w chwili słabości.

Poniedziałek 18/04/22

Śniło mi się jak ona mnie dotyka, to było bardzo realne. Przez resztę nocy już nie mogłem zasnąć.

Maciej Walczak po zebraniu w niedzielę ciągle mi mówił o wyjeździe ekipą do Międzychodu. Skakał szczęśliwy jak dziecko. Dzisiaj spytałem go coś w sprawie finansów, a ten mi odpisuje, że jutro do Międzychodu jedzie. Fajnie, cieszę się Twoim szczęściem, ale kilka razy już powtórzyłeś. Nie wiem co myśleć o Macieju. Wcześniej się zarzekał i często do mnie pisał, a teraz kiedy ja próbuję cokolwiek zagadać, to szybko mnie zbywa. Byliśmy u dziadków jednych i drugich, w sumie to męczący dzień. Pogadałem z Dawidem o rodzicach i tym, że dużo im jest do zarzucenia. Znowu o mojej sprawie z Alicją i znowu popierał nasze decyzje - stwierdził, że mądrze postanowiliśmy i szkoda, że przez słowa innych musimy się zupełnie wycofać, ale w obecnej sytuacji to słuszne wyjście. Ale to nic straconego jego zdaniem. Jeszcze jak braciszku, nie wiesz, że my nie odpuścimy.

Zachęcił mnie do wyprowadzki jak tylko będę mógł, co zdecydowanie mam w planie zrobić.

Przy okazji powiedziałem mu o tabletkach, ale zupełnie mi nie uwierzył, ani się nie przejął. Reszty nawet nie mówiłem. Trochę jeszcze o Betel pogadaliśmy i o filmiku, który będzie za tydzień w czwartek na zebraniu (jak to czytasz to już w ten czwartek).

Miałem już teraz od niego odkupić auto, ale to, które mieli oni kupić, inni bracia zgarnęli, więc zostanę z niczym. Ech, bywa

Słyszałem od Domi, że wzięłaś dzisiaj dodatkową nockę jako nadgodziny, czy coś takiego. Niby nic, ale i tak się ucieszyłem, że chociaż coś więcej wiem...


Wtorek 19/04/22

Dzień poświęcony na naukę i przygotowanie do zebrania. Na zebranku byłem zdalnie w Toruniu, bo koncert jest w czwartek. Gdyby nie Maciej to bym machnął ręką na ten koncert, a wyjazd do niego tym bardziej. Zupełnie nie mam na to ochoty, a tym bardziej słuchanie o jego nowej ekipie. Ta przyjaźń zawsze była taka bardziej płytka i bardziej jednostronna, na korzyść Macieja.

Na skarbach powiedziałem o Tobie 😊.

1 Samuela 23:16 - Powiedziałem, że cieszę się, że mam takiego przyjaciela jak Jonatan, który w chwili potrzeby potrafi nie tylko przybyć, ale wzmocnić moje zaufanie do Jehowy. Bardzo cenię sobie, że nasza przyjaźń jest tak oparta na miłości do Jehowy.

Jutro mam jakąś kumulację zaległych sprawdzianów - 4 w jeden dzień... mózg mówi nie. Ciekawe też jak się do tej szkoły dostanę... wsiąść do regio będzie ciężko. A do Torunia z walizką, to nie ma szans. Chyba godzinę wcześniej wyjdę i przywiąże ją na sznurku do pleców czy coś. To będzie widowisko.

Rano, jak zwykle, słuchałem też z Dawidem porannego wielbienie w Betel. Akurat Szymczak prowadził, więc się trochę pośmialiśmy. Znowu czytałem sporą część konwersacji z Alą, ale tym razem tych wcześniejszych wiadomości. O matko, nawet pamiętam co robiłem, kiedy pisaliśmy o konkretnych rzeczach...

Z Maciejem miałem się połączyć wieczorem na finanse, ale zapomniał. Znowu...Pewnie miał coś innego ważnego na głowie, ale mógł chociaż napisać, żebym nie czekał. No trudno, na pewno inne zadania go wchłonęły.


Postanowiłem nie wypełniać A-19. Wiele osób tym bardzo rozczaruje i może stracę jedyną okazję do pracy w Betel, ale i ja i Jehowa wiemy, że to właściwa decyzja. Potrzebuje więcej czasu, żeby upewnić się, że jestem stabilny emocjanalnie. Dużo osób będzie mnie bardzo o to gnębić - Dawid, Maciej, dział tłumaczeń w Betel (chcą dostawy ciasteczek miętyowych) i każda inna duchowa osoba, którą spotkam. Brat Hirek też...

Niestety, nikt nie spojrzy na to jak na duchową decyzję, chociaż taką jest. Nie mogę budować więzi z Jehową i brać kolejnych przywilejów na podstawie naciągnego wpisu na wniosku.

Cóż, nie będę jak Ci wszyscy super bracia w moim wieku i będą mnie ganić za to, że wakacje spędzam nie w Betel. To będzie okropnie bolało. Mam nadzieję, że Jehowa da mi ukojenie serca przez cały ten czas, jako nagrodę za właściwą, szczerą decyzję.

Chciałbym, żeby Alicja widziała we mnie duchowego brata, który bardzo się wysila. Boję sie jednak, że kiedy będzie słyszała takie niepochlebne opinie o mnie, to będzie jej ciężko.

Prawda jest taka, że gdyby nie Dawid, naciski byłyby znacznie mniejsze, a ja byłbym wychwalany za sam fakt bycia sługom. A tak oczekiwania są znacznie większe. Jednak nie każdy musi być Betelczykiem... Chociaż chciałbym zakosztować tej służby, to nie jest ona wyznacznikiem czyjejś duchowości, a decyzję o niewypełnianiu wniosku uważam za coś bardzo dojrzałego. Ja tam bardzo chce pojechać na wakacje! Ale nie jestem pewien co do swojego stanu emocjonalnego i nie zamierzam kłamać, ani dla tego przywileju, ani dla zadowolenia innych ze mnie. Mam nadzieję, że to zrozumiesz i wesprzesz mnie w tej decyzji Ala...

To prawda, że może już nigdy nie nadarzy się okazja, żeby trafić do Betel, ale czyste sumienie przed Jehową uważam za ważniejsze od wszystkiego innego.

Jest mi strasznie smutno, ale gdzieś tam w głębi serca czuje, że On jest ze mnie dumny, wiesz Alutka? Chciałbym, żebyś Ty też była...

Żarliwie porozmawiałem z Jehową i przeprosiłem go za to, że nie wykorzystuje swojego życia w pełnej mierze. Poprosiłem Go, żeby zajrzał głęboko w moje serce i dostrzegł, że pragnę poświęcić swoje życie na służbę mu, ale chcę to robić z kimś. Błagałem o miłosierdzie i tkliwe spojrzenie, żeby pozwolił mi służyć mu z radością. Tak jak Lot chcę stosować się do Jego wskazówek i służyć mu, ale bardzo pragnę, żeby miłosiernie też pozwolił mi służyć mu tak, jak pragnie tego moje serce - z kimś, kogo kocham.

Powiedziałem Jehowie o wszystkim i bardzo płakałem. Dużo też rozmawiałem z nim o Alicji i prosiłem, żeby się o nią troszczył. Bóg wie czego pragnie moje serce i czuje wewnętrzne przekonanie, że jeżeli dalej będę wobec niego szczery, to mi to da. Bo moje serce przecież chce mu służyć, ale nie samotnie. Owszem, zamyka to wiele dróg, jednak nie jest niczym złym! Jehowa sam kazał zapisać słowa, że lepiej jest dwóm, niż jednemu. Nieskładanie wniosku, to pierwszy krok jaki czynię, żeby w pełni wyprostować swoje ścieżki z Jehową i być z nim całkowicie szczerym. Jeżeli dalej tak będę robił, to da mi to, czego pragnę. Obiecał to w Biblii i ja decyduje się z tego skorzystać.

Po modlitwie, nie poczułem się jakby anioł otarł łzy z mojej twarzy, ale poczułem przekonanie, że Jehowa wysłuchał moją modlitwę i ją zaakceptował. Ufam w pełni, że On jest gotów mnie wesprzeć i nie ma nic przeciwko temu, co mam w sercu.

To dziwne, ale czuję spokój. Bardzo chciałbym z Tobą porozmawiać, wyżalić się, posłuchać Twoich historii, zobaczyć Twój uśmiech...po prostu tęsknię, jak nigdy za niczym. Ale mam pewność, że pomimo tego, za rok się nam ułoży. Po prostu czuje, że Jehowa z tkliwością na nas patrzy i w tym dopomoże. Tym bardziej zrobię wszystko, żeby być dla Ciebie wspaniałym przyjacielem Alutka. Jehowa Ciebie kocha! I nie tylko On.

Czekaj na mnie. Bez przerwy o Tobie myślę i często wspominam Cię w swych modlitwach.


No i to top secret, ale czyżby na ten specjalny program duchowy w sobotę miał przylecieć członek Ciała Kierowniczego, albo jeden z pomocników? Nie żebym tak twierdził, ale kto wie?


Środa 20/04/22

Bardzo spodobał mi się dzisiejszy tekst dzienny. Przypomina mi on o potrzebie zrównoważonego spojrzenia. Nie byłoby dobrze ani siebie zbytnio obwiniać - co jest swoją drogą u nas problemem - ani też nie dostrzegać własnych błędów. Chcemy je widzieć i wyciągać z nich lekcje, ale nie mogą one przesłaniać nam celu jaki jest przed nami. Na tym właśnie polega "patrzenie prosto przed siebie".

Nie jest mi łatwo nie obwiniać się za wszystko i doskonale wiem, że masz tak samo. W przeciwieństwie do większości, która musi pracować nad dostrzeganiem własnych błędów i pokornym przyznawaniu się do nich, my musimy nauczyć się je akceptować. Często tak bardzo się nimi dobijamy, że ciężko wyciągnąć z nich jakiekolwiek lekcje.

Droga Alicjo, w poprzednim artykule ze strażnicy została zawarta wypowiedź brata, który powiedział, że "nie jesteśmy w stanie spojrzeć na siebie oczami innych. Jak więc moglibyśmy zrobić postępy, gdybyśmy nie przyjmowali rad?". Szkoda, ułatwiłoby to mi wiele rzeczy... Zamiast tego, zgodnie z powyższym cytatem, przyjmij przyjacielską radę, pokierowaną miłością.

Jehowa, Twój Bóg, bardzo Ciebie kocha. Tak jak ja, tylko lepiej, patrzy na Twoje szczere serce i jest naprawdę dumny. On przebaczył Ci wszystkie błędy i nigdy do nich nie wraca pamięcią. Jednocześnie doskonale widzi ogromny ból jaki czujesz i bardzo Tobie współczuje. Jehowa tak bardzo Ciebie kocha Alutka, pragnie dać Ci spokój i szczęście, na które zasługujesz. On tęskni do czasu, kiedy wreszcie będzie mógł to zrobić! Twój Bóg patrzy na Ciebie w tym momencie i możesz być pewna, że jest gotów zawsze Ciebie wspierać i wybaczać każde potknięcie.

Jehowa kieruje do Ciebie takie słowa:

"Tak mówi Jehowa,

Twój Stwórca, Ten, który cię ukształtował:

„Nie bój się, bo cię wykupiłem.

Wezwałem Cię po imieniu.

Należysz do mnie.

Gdy będziesz przemierzała wody, będę z Tobą.

Gdy będziesz przeprawiała się przez rzeki, one Cię nie zatopią.

Gdy będziesz przechodziła przez ogień, on Cię nie przypali,

płomień nawet Cię nie osmali.

Bo ja jestem Jehowa, Twój Bóg,

Święty Izraela, Twój Wybawca.

Dałem okup za Ciebie,

Stałaś się dla mnie cenna,

szanuję Cię i kocham.

Dlatego dam ludzi w zamian za Ciebie,

za Twoje życie oddam narody.

Nie bój się, bo ja jestem z Tobą.""

Jehowa pociągnął Cię do siebie Alicjo, wezwał Cię po imieniu. Patrzył na wszystkich ludzi i wybrał konkretnie Ciebie, Najwyższy zwrócił na Ciebie swoją uwagę! Spojrzał na Twoje serduszko i to co zobaczył, bardzo mu się spodobało. Nie wątp więc w Jehowę, zawsze mu ufaj. On Ciebie kocha i jest z Ciebie dumny!

Kiedy ja jechałem do Torunia, D&R jechali do Walczaków. Jakaś dziewczyna ustąpiła mi miejsca w pociągu, ale wysiadała na następnej stacji, więc skorzystałem. Jak mijałem Lednogóre, to przypomniało mi się jak szliśmy od stacji do Myślińskich na zborowe ognisko i śpiewaliśmy po drodze pieśni. Sporo mi się w trakcie jazdy pociągiem przypomniało - jak skakaliśmy z molo przy Wiśle na rowerach, a ja uczyłem chłopaków jak się robi stoppie. Przed służbą jadaliśmy chleb z masłem orzechowym, bo świetnie zapychało i długo się dało wytrzymać. Nocami siedzieliśmy w malutkim, dusznym pokoju, bo Maciej robił z siebie cierpiętnika i nie chciał otworzyć okna, bo komary. Bez świateł graliśmy w portala, do 3, 4 w nocy. Albo z inną Toruńską młodzieżą w planszówki, też do późna. Prawie codziennie oglądaliśmy też jakiś film, kiedyś z Małgosią, a jak wyszła za mąż, to sami. Pamiętam jak pomagałem pogodzić ich całą rodzinę, a Maciejowi zwalczyć napady gniewu i brak szacunku. Dużo zmienił na lepsze. Pamiętam jak godzinami przytulałem się do Gacki, albo Patatajki, która sporadycznie, ale mi, jako jednemu z bardzo niewielu, dawała się pogłaskać. Każdego dnia robiliśmy po 6 godzin w służbie, odwiedzając mieszkania pobliskich braci na zbiórkach. Wspominałem też służbę migową i telefoniczną, w której swego czasu nabrałem przyzwoitej swobody.

I wtedy mnie uderzyło. Uświadomiłem sobie, że wszystkie te chwile, wspomnienia, oddałbym za kilka minut rozmowy z Alą. Kilka minut zrozumienia mnie i moich uczuć, czegoś głębszego i to z kimś, kto jest dla mnie wzorem duchowości.

Poprosiłem jednego mężczyznę lat 30, żeby pomógł mi znieść walizkę z pociągu na peron. Spytał się, czy ma coś więcej pomóc, a ja mu na to, że nie - na peronie będzie czekał znajomy i pomoże mi. Jak chłop zobaczył Maćka też o kulach, to ze śmiechu nie mógł 😂.

U Szałasów była akurat Gosia z Hubertem i się na mnie rzuciła do przytulania. W sumie dwa lata minęły, ale myślałem, że mnie udusi. A Hubcio standardowo podał mi śledzia. Przytyło mu się od tego całego małżeństwa. Pogadałem z siostrą Asią i trochę ją pokrzepiłem. W sumie to bym chciał, żeby ją kiedyś Ala poznała. Już widzę, jakie by miała reakcje 😁.


Czwartek 21/04/22


Na zbiórce był albo Maciej albo tata, ale długo nie reagowali, więc wyszedłem na klatkę schodową, usiadłem na schodach i z Gacką na kolanach po prostu powiedziałem amen.

Pojechaliśmy na wystawę elektroniczną, żeby okazać zainteresowanie takiemu jednemu chłopakowi lat 15, który akurat wystawiał swój projekt. Zapraszaliśmy go wcześniej na Pamiątkę, ale nie przybył. Udawanie nie jest w ogóle trudne. To znaczy, jest trudne, ale tylko w środku. Nie muszę nawet myśleć o tym, żeby się głupio śmiać i mówić to, co im pasuje. I tak siedzimy i rozmawiamy. Oni się cieszą, a ja we wnętrzu tak naprawdę rozmyślam o czymś zupełnie innym. Jutro mamy jechać do GiHa (siostry Macieja i jej męża - Gosi i Huberta) na jakieś pogaduchy, a w sobotę do Bydgoszczy jakąś większą ekipą


To część teraz będzie bardzo osobista. Jest piątek godzina 1:55, przed chwilą umówiliśmy się na poniedziałek. Więc nie czytaj, jeżeli uważasz, że zmanipuluje to Twoje emocje. Możesz pominąć do piątku. O ile w ogóle ze względu na sytuację czytasz.


Nie mam siły płakać, nie chce mi się już. Leżę na łóżku, a Gacka mruczy, przyszła się przytulać. Chciałem napisać, jak to nawet świetny koncert zespołu, który lubię nie sprawia mi radości, ale brak w tym teraz sensu. Co ja takiego mogłem zrobić? Dla niej to oczywiste i już jestem pewnie na liście tych, którzy ją zawiedli. Dlaczego? Dlaczego jakoś oszukałem właśnie tę osobę, na której mi zależy i z którą jestem naprawdę szczery?! Aaaaasytndjjfjffjfjfjiskvridjdjj. Gdybym pisał ołówkiem, już by był złamany. Do licha no! Przecież wszystko jej mówiłem, a większość to rzeczy, które wcale mi nie schlebiają!!! Jak ją miałem oszukać i zawieść? Jak?? I dlaczego Alę? Nie wiem, nie mam głupiego pojęcia co ja narobiłem. Mam ochotę krzyczeć i roznieść ten pokój w drzazgi.

Ja tego nie rozumiem, czy wszystko musi iść nie tak? To najgorsze co może być, nie dość, że ją potwornie skrzywdziłem, to jeszcze sam się nad sobą użalam. Może po prostu jestem kłamstwem? Może nie ma "mnie" i ja sam cały czas oszukuje samego siebie?

Przeszukałem swoje serce i użyłem do tego umysłu. Nie znajduje żadnej podpowiedzi. Nie ma niczego! To niemożliwe, ja chcę dla niej szczerze jak najlepiej. Nic, zero złego myślenia, manipulacji, ani zdrady, żadna nawet przelotna myśl nie jest we mnie. Jak do tego doprowadziłem? I jeszcze muszę czekać do poniedziałku. Ona mi nie ufa, w ogóle. Co tak okropnego mogłem zrobić, że straciła do mnie zaufanie i myśli, że chciałem ją przed chwilą zmanipulować? Bawić się jej uczuciami? To zarzut, który boli jak nóż wbity w plecy, ale pokazuje mi, że musiałem jakoś zawalić po całej linii. Tylko jak, kiedy? Skoro moje serce nie dopuszcza do siebie nawet takiej myśli???

Jeżeli to nie jest jedna wielka pomyłka, to koniec. Oczywiście, zamierzam walczyć, ale znam Alicję. Jeżeli ją zawiodłem, to już nigdy nie będzie to samo. Nie będę lepszy od innych. A krzywdząc najważniejszą dla mnie osobę - tą, której najbardziej nie chciałem skrzywdzić - udowodnię, że jestem najgorszym ochydztwem.

Tym bardziej, że powierzyła mi swoje problemy i sekrety. Ja zgodziłem się je nieść. Robię to, czy ona tego nie widzi? Nigdy, przenigdy nie powiedziałem o żadnej z jej tajemnic. Nawet kiedy Maciej W mówił otwarcie o niektórych sprawach, rzucając imionami, nie wchodziłem w to, bo za nic nie chciałem jej zawieść. Jeden jedyny raz podałem Maciejowi jako przykład sytuację z filmem, ale tylko dlatego, że wiedziałem, że sytuacja jest między nimi jasna! Nawet wtedy powiedziałem, że "nie wiem wszystkiego, ale kojarzę taką sytuację" czy coś w tym stylu. Dlaczego ją zawiodłem???? I jak? Jak to możliwe, kiedy to serio niemożliwe, nie ma we mnie ani śladu podstępu, czy oszustwa. To co czuję, jest w pełni czyste.

Mam nadzieję, że spojrzy na mnie jako całość. Potrafiła rozczytać moje myśli i emocje, niech zrobi to i teraz. Wtedy zobaczy, że nawet jeśli gdzieś się potknąłem, to jest to błąd, bo wszystko, wszystko co robię i myślę w związku z Alicją jest samym dobrem, miłością. Właśnie, Jehowo, Ty to wiesz! Widzisz moje serce, więc pomóż i jej dostrzec pełen obraz.

Jak ona się teraz musi czuć? Zupełnie zrezygnowana i zimna, zamknięta w sobie? Załamana i we łzach? Z mojej winy się tak dzieje. Ja ją krzywdzę. Ja! Ja!!!! Nie wiem, jak do tego doszło, ale to moja wina i odpowiedzialność. Jeżeli tego nie naprawie, Bóg mi świadkiem, nie jestem lepszy od najpodlejszych złoczyńców.

Pozostaje w jej życzliwości, niewiele mogę zrobić, kiedy moje słowa nie znajdują zaufania. Tylko moje wszystkie czyny, dobre i złe oraz Jehowa, świadczą kim jestem. Od niej zależy, czy weźmie wszystko pod uwagę i co z tym zrobi.

Jehowo, powiedz jej to, co chciałbym, żeby wiedziała. Spraw, żeby poczuła się lepiej, ja nie mogę tego teraz zrobić, nie uwierzy mi. A jeżeli zostanie choć trochę Twego dobra i mocy, to pomóż też mi - zrozumieć i naprawić, co zrobiłem.

Jest 2:40, oczy mnie pieką.

Jest 2:42, nie wiem jak to napisać, ale nie obchodzą mnie moje uczucia, bo skrzywdziłem Alicję. Cierpi i to przeze mnie. Nie ma dla mnie większego bólu, niż wiedzieć, że ja sprowadziłem na nią cierpienie, zawiodłem ją i straciłem zaufanie. To nie do opisania, a jej ból? Najgorszy z możliwych, jak się ona musi czuć? I to przeze mnie


Piątek 22/04/22


Nie chce mi się pisać, czekam na poniedziałek. Maciej Walczak do mnie odpisał i okazał zainteresowanie, które wcześniej pisałem, że zniknęło. Miłe z Jego strony. Od razu podchwyciłem i też spróbowałem okazać mu osobiste zainteresowanie.

Prawie cały dzień czytałem msg z Alicją i nie znalazłem nic, co bym napisał nieszczerze. Przecież się przed nią zupełnie otwarłem, a to wcale nie jest na moją korzyść, bo to raczej wstydliwe sprawy. Skoro więc to zrobiłem, to po jakie licho miałbym gdzieś Alę okłamać, albo oszukać? To zwyczajnie nie ma sensu, a jednak jakoś zupełnie straciłem jej zaufanie. Nie tylko to, rozczarowałem i zawiodłem ją, wzbudziłem podejrzliwość. Stwierdziła nawet, że gram na jej emocjach, że nią manipuluje. To był nóż w plecy, który dosięgnął mojego serca. I to z mojej winy. To wszystko o czym teraz potrafię myśleć.

Właśnie poszli GiH i Marta, akurat jest u nich w gościach. Pozytywnie się zmieniła przez te dwa lata, wydoroślała. Graliśmy 6 godzin w Catana, ale byłem cały czas nieobecny, myślami wiadomo gdzie. Gosia aż mi dobrą kawę zrobiła, zgodnie z tradycją. Miło, że pamięta takie głupoty. Wyszło nowe sprawozdanie Ciała Kierowniczego, ale spróbuję je obejrzeć w poniedziałek po rozmowie z Alą. Teraz zbyt wiele bym korzyści nie odniósł, mam nadzieję, że wtedy będzie już lepiej.

Maciej chce jeszcze film oglądać, a ja chciałbym już zwinąć się w kulkę i przytulić do kota.

Jeszcze wybiera średnie filmy z przemocą i muszę się wysilać, żeby go jakoś nie urazić. W ogóle się swobodnie nie czuję, taka prawda. Ale dla dobra Maćka muszę, nie jest daleko od właściwej drogi. Chciałbym, żeby na nią wszedł, wtedy już bym był wolny. GiH i Marta powiedzieli mi coś bardzo miłego, jeżeli chodzi o sprawy duchowe. Trochę się nawet zawstydziłem, bo to był gruby kaliber pochwały. Błogosław im Jehowo, bo zrobili coś niezwykle miłego, nawet jeżeli ja nie potrafię tego w pełni docenić. Dlatego Ty im okaż miłość, żeby nie byli ograbieni przeze mnie.

Myślę bez przerwy o tym gdzie mogłem ją okłamać i wpadłem tylko na jedno - podałem jej złą datę mojego chrztu. Chyba, bo nie mogę nawet znaleźć w konwersacji, ale wydaje mi się, że mogłem podać 15, zamiast 14 kwietnia. Ale to jedyne co wymyśliłem, kurcze nooo! jbdthvgoodzcnkbdhvdseewwspohcynlkfvjnvtyhhsjfnjdjvdjdbdbksohfbhdj#9;?)!!l

Jest za 15 2 w nocy, więc nie wiem czy to jeszcze do piątku zaliczać. Obejrzeliśmy jakiś tam film, gdyby nie to, że nic mnie nie obchodził i chciałem być sam, to pewnie fajny. Próbowałem spojrzeć na siebie i swoje myśli z innej perspektywy, odciąć targające mnie emocje i jak zawodowy interpreter przeanalizować je na chłodno. Przenigdy czegoś takiego nie czułem. Nie ważne o kogo chodzi, ale to coś nowego. Nawet kiedy sypał się cały świat, to umiałem jakoś machnąć na wszystko ręką i zamknąć się sam w sobie. Teraz tak nie potrafię, a nawet nie chcę. Czegokolwiek nie robię, to coś wygniata moje serce i nie potrafię wyłączyć myślenia na ten jeden temat. Wcześniej, kiedy było "dobrze", to myślenie powodowało, że głupio się uśmiechałem. A teraz, kiedy jest z mojej winy naprawdę źle, coś nie do opisania mnie rozdziera. Okropny ból. Kocham wiele osób, rodziców, brata, braci, Macieja... Ale to jest coś innego, znacznie głębszego. To nie do wyjaśnienia, bo to z nią nie jest jak z innymi w wyniku wdzięczności, czy też zasad. To całość, ogół - wszystko, wszystkie cechy i aspekty, które nas wiążą. Zaczynając od tego, że tak jak ja kocha Jehowę, okazuje mi prawdziwe zainteresowanie i chce pomóc, przez jej własne problemy, aż po głupoty, jak to, że kiedy się denerwuje to rzuca beznadziejnymi żartami. Tego nigdy nie miałem, to coś nowego. Uczucie, którego nie da się opisać niedoskonałymi słowami, bo jest ponad to. Co mam ze sobą zrobić? Nie umiem zapisać myśli. Ja ją zawiodłem i zraniłem, ona mi nie ufa. Jeżeli mi całkowicie nie przebaczy, to znaczy, że nie jestem niczego wart, a już na pewno nie jej. Nie myślę, co byłoby ze mną, ale o tym, że rzeczywiście mógłbym ją zawieść i złamać. Ale tak się nie stanie, bo tak być po prostu nie może. Ja zawsze chciałem i chcę dla niej jak najlepiej. Będę walczył tak długo, jak starczy mi sił - błagał na kolanach, modlił się i przepraszał.

Gnębi mnie jedna myśl, lecz nie mogę jej uchwycić. Jak Ala mogła tak szybko stracić całe zaufanie? Czy wcześniej dałem jej jakiś powód do wątpliwości? Nie, to nie to. Ta sprawa musi być bardzo poważna, tylko ja jej zupełnie nie umiem sobie wyobrazić. Dlaczego? To niemożliwe żebym pominął coś tak dużego, że najbliższa mi osoba, uważa, że próbuje manipulować jej uczuciami. Ciągle widzę przed oczami jej wiadomość "nie graj mi na uczuciach". Wtedy nie mogę wypowiedzieć ani słowa. Mogę pisać bez przerwy, choć pewnie piszę ciągle to samo. To dlatego, że ciągle o tym myślę. Spróbuję zasnąć. Dzisiaj poza Jehową nie ma ze mną nawet kota. Alicjo, czyż nie udowodniłem wielokrotnie, że chce dla Ciebie lepiej, niż dla kogokolwiek innego? Zapytaj Jehowę, jeżeli sama nie chcesz już zajrzeć wgłąb mnie. Bądź mi życzliwa, błagam Cię.

Sobota 23/04/22

Tata sam z siebie i szybko zareagował na brak prowadzącego, pochwaliłem go za to. Jak ostatnio szukał pomysłu na zbiórkę, to właśnie to co dzisiaj mu podpowiedziałem. Ale umie ładnie mówić z niczego praktycznie, też bym tak chciał. Może i mnie kiedyś Jehowa w tym uzdolni. Rozmawialiśmy z Alą 3 godziny i 40 minut. Wszystko już wiem, to co pisałem w poprzednich dniach mocno nieaktualne. Ciekawie, że jestem terrorystą własnej matki i manipulatorem, który wszystko co robi, robi żeby wzbudzić współczucie. Nieźle. Nie czaję pewnych rzeczy, jak tego z Michasią i datą chrztu. Jakby, chciałem ją po prostu pochwalić? Może też powinienem się doszukiwać? W poprzednich latach nic nie pisała, a teraz mi może chciała wjechać na ambicje i emocje, żebym się od Ali odczepił? Zresztą chyba o tym pisałem w zeszłym tygodniu. Z tym, że od razu to z głowy wyparłem, bo nie widzę w Michasi manipulatorki. Przykro mi, że oni to właśnie we mnie widzą. Nie wiem, kiedy dałem im do tego powód. Ale nie rozwodzę się już nad tym. Będę udawał perfekcyjnego, spróbuję nie dać im żadnych powodów do czegokolwiek. Jeżeli to nic nie zmieni, nie będę miał już żadnej mocy - Jehowa i Alicja zadecydują sami. Byliśmy w kinie, film był fajny, chociaż wyciskał łzy. Pomyślałem, że ta ekipa z Alą byłaby idealna. Potem poszliśmy do McDonald's i nad Wisłę, powiedziałem Maciejowi, o opinii w zborze i sprawie z usługiwaniem, ale tak ogólnie. Wróciliśmy do domu około 23 i do teraz rozmawialiśmy. Czyli do 1:58. Na początku bez szczegółów, ale potem już o wszystkim. Powiedziałem mu o tym, co się dzieje z moją opinią, wszystko o mojej relacji z Alą, Walczakami i rodzicami. O tym, że chciałbym umieć określić, kiedy ktoś nie ma racji i cierpię przez niedoskonałość organizacji Jehowy, a kiedy sam nie dostrzegam mojego błędu. Mądrze mi pomógł i nawet mnie przekonał. On też opowiadał co u niego, bo też ma duże problemy. Nie mówiłem oczywiście o Agnieszce, tabletkach, o tym, że Dawid to przykład, który mnie prześladuje. No i rzecz jasna nic nie mówiłem o sprawach Ali, żeby nie było czasami. Zamurowało mnie, jak wyjaśnił sprawę z tą moją manipulacją. Ma rację mówiąc skąd się to bierze. Czasami zapominam, że mimo wszytko zna mnie już te 7 lat i też sporo wie i przede wszystkim widział. Ale wiadomo, to ułamek tego, co potrafi Alicja. No i nie znaleźliśmy rozwiązania dla żadnego z nas. Musimy trwać nawet jeśli niedoskonałość organizacji nas skrzywdzi. Nawet jeżeli będziemy musieli czekać na Jehowę całe życie.

Jest 3:31, skończyliśmy gadać i oglądać Gumballa, żeby wyluzować umysł przed snem. Gacka jest we mnie zakochana jeszcze bardziej niż zazwyczaj. Tyle się dzisiaj działo, jestem padnięty, więc to co pisze, może nie mieć sensu.

Wszystko poza więzią z Jehową jest bonusem tak naprawdę. Ale służymy mu z miłości do Niego i żadna niesprawiedliwość nie może nas od tego odciągać. Niektórzy w związku z niedoskonałością w organizacji cierpią całe życie i jedyne czego się mogą trzymać, to osobista więź z Jehową. Mam nadzieję, że nigdy nie będę się musiał przekonać, czy ja jestem na to wystarczająco silny. Dobrze było z Maciejem pogadać. Oczywiście, nie ma rozwiązania, ale wyrwał kiełkującą wątpliwość w samego siebie, która we mnie rosła i wyjaśnił dlaczego to takie niebezpieczne. Głupio, bo sam na to nie wpadłem, ale ma zdecydowaną rację. Przede wszystkim jednak, chciałem żeby więcej osób wiedziało tak dobrze o przyjaźni z Alą. To nam powinno ułatwić, przynajmniej wcześniej o to Walczaki pytały.

O, jeszcze jak wróciliśmy z Wisły, to Asia powiedziała, że dostrzegła w tym co jej wczoraj powiedziałem palec Jehowy. No i jeszcze inne rzeczy, które mówi każdemu, bo jest już taka kochana. Ale i tak zrobiło mi się miło.

Ja zrobię co mogę, żeby we wszystkim co mi zarzucili, udowodnić pomyłkę i nie dać nawet najmniejszego potknięcia, które by mogli znowu wyolbrzymić. Ciekawe swoją drogą, że mama chciała mnie przytulić w środę przed wyjazdem do Torunia, chociaż od dawna się do niej nie przytulam i zrobiła smutną minę. Musiałem zostać tym domowym terrorystą w trakcie wyjazdu do Torunia w takim razie. Chyba, że domowych prześladowców się przytula i to normalne. Ciekawe, że te wszystkie zarzuty się tak w przeciągu paru dni pojawiły. W parę dni tyle osiągnąłem? A jeśli nie, to czemu akurat teraz to zgłaszają i nie wcześniej? I czemu nie do starszych? Jak się zastanowić, to się to kupy nie trzyma. No nic, nie będę odbijał piłeczki, tylko zaufam Jehowie i zacisnę dla Ali zęby. Jak się nic nie zmieni, to sama zadecyduje. Trochę się boje tego pytania w poniedziałek. Ono może dużo pozmieniać. I mam wrażenie, że albo oboje będziemy szczęśliwi, albo ja będę tym bardziej zranionym.


Niedziela 24/04/22

Ale mam wory pod oczami 😂. Było zebranie ukraińskie, całkiem sporo rozumiałem, ale trudnym jest coś powiedzieć. Jak wystawiłem na korytarz walizkę, to Gacusia usiadła na moich butach... uwielbiam tę kotkę, nie chciała, żebym wyjeżdżał. Uścinąłem siostrę Asię i jak tylko mogłem ją zachęciłem. Widziałem, że zakręciła się jej łezka w oku. Zacząłem też intensywnie działać zgodnie z rozkazem Ali. Na czacie rodzinnym się po raz pierwszy odezwałem i brałem udział w gatce szmatce, chociaż to takie głupoty, że mi się na wymioty zbiera. Ale zrobię wszystko co trzeba. Napisałem do Macieja jak mu tydzień minął i znowu odpisał, że właśnie chciał napisać. Nieźle się wstrzeliwuje. Chwilę popisaliśmy, a potem napisałem też do Krzysia Pszkita. Bardzo cenię Jego serdeczność i chciałem go za coś pochwalić. Chociaż żywię nikłą nadzieję, że przypomni to o tym, że mieliśmy dokończyć wizytę pasterską. Zobaczymy jak będzie. W pociągu przeczytałem małego księcia i z zaskoczeniem coś zauważyłem. Jutro wielki dzień, radość lub cierpienie. Cieszę się na to pytanie, ale jednocześnie boję, że... tak, wiem czego się boję i nie muszę tego pisać, bo nigdy nie zapomnę. Widzimy się jutro ;)


Wpisy z 05/22

01.05.2022

Już maj! Ptaszki pięknie śpiewają, a na dworze robi się ciepło. No i spójrz na zegar, pamiętasz kiedy były na początku cztery cyfry? Mniej niż rok nam został. To zaledwie 1/22 Twojego życia - 4,(54)%

Poniedziałek 25/04/22

To się pozmieniało... Mam tyle emocji, że ciężko mi cokolwiek napisać. Do bardzo późna pisaliśmy, a ja czuję jej zapach i jestem szczęśliwy.

Wtorek 26/04/22

To już drugi dzień z rzędu, kiedy zasypiam w świetnym humorze, z szerokim uśmiechem. A ja znowu zagadywałem Alutkę w pracy. Zacząłem zwracać uwagę na drobiazgi, małe choć piękne rzeczy. Tata wykorzystał mój pomysł na studium rodzinne, ale ewidentnie coś mu nie pasowało. Trochę żeśmy sobie wyjaśnili, a oni zapewne myślą, że są idealni i wszystko jest super. W taki sposób cokolwiek się dzieje, jest z mojej winy. Nie chce mi się, ale będę grał w ich grę dla mojego skarbu. Swoją drogą ten skarb potrafi niezłego buraka strzelić. Wczoraj jak szliśmy na przystanek była cała czerwoniutka, a mnie to zupełnie rozczuliło.

Jutro lecę na tę komisję, a potem pewnie babcię odwiedzę. Nie ma co robić, całe dnie siedzi w domu. Jestem tak w zasadzie jej jedyną nieelektroniczną rozrywką. Tak mi przez myśl przyszło, że powoli zbliża się czas śmierci. To będzie dużo emocji, babcia mnie przez jakiś czas wychowywała i często się mną zajmowała. A przez ostatnie lata ja się jej odwdzięczam. Tak myślę, że dużo mi dała. Ja byłem zawsze dla niej cierpliwy i pomocny, a ona chętnie z tego korzystała. To dawało mi chociaż namiastkę poczucia, że jestem komuś potrzebny. Zawsze była w moim życiu, jest kimś więcej, niż babcią. Kiedy odejdzie, będę za nią tęsknił.

Dzisiaj napisałem też do Dawida i chwilę pogadaliśmy. Z nimi akurat nawet lubię pogadać, o ile nie ma rodziców. Są normalni. Chyba się ucieszyli, co było celem całego zagadywania ich. Jutro się zapowiada długi dzień, a wieczorek będzie jeszcze spotkanie audio-video. Szkoda, że nachodzi na służbę, ale na szczęście mam już pioniera. Chociaż ledwo, nie spodziewałem się tak wielu zmian planów. A na czwartek mam całą masę ważnych rzeczy do szkoły. Dobrze, że jest Ala - łatwiej jest żyć i przechodzić przez trudności, kiedy ma się radość.

Środa 27/04/22

Rano byłem na kwalifikacji wojskowej i zdziwiło mnie jak realnie to wszystko wyglądało. Chcieli ode mnie wszystkich informacji - spisali wszystkie 3 dokumenty, znajomość języków, wyniki w szkole, zainteresowania i umiejętności... trochę mnie to zdziwiło. Zbytnio się tym nie przejąłem, ale jak Maciej zażartował, że odwiedzi mnie w więzieniu, a potem Dawid też dołożył co nieco humoru od siebie, to delikatne przygnębienie się wkradło. Odwiedziłem babcię, z czego jak zawsze bardzo się ucieszyła, tym bardziej, że to była niespodzianka. Muszę kupić jej jakieś cudaczny radio-odtwarzacz, na pewno się ucieszy, jak będzie mogła znowu kaset posłuchać. Na zbiórce po południu zobaczyłem Alę i nie mogłem z radości wytrzymać. Ech, co ona ze mną wyrabia...nie wiem, ale to uwielbiam.

Na spotkanie Maciej się spóźniał, a bracia zaczęli narzekać. Postanowiłem, że do niego napiszę, a potem zadzwonię. Nie chciałem go pośpieszać, a raczej mu pomóc, żeby w razie co głupio nie wyszedł, jakby zapomniał. Ale chyba jest na mnie zły, może mogłem coś lepiej zrobić. Ala mówi, że wszystko w porządku, jednak mam pewne wątpliwości. No nic, chciałem dobrze. Samo spotkanie jak zawsze daleko odbiegło od tematu i pojawiły się dyskusje, które powinny mieć miejsce na wcześniejszym spotkaniem starszaków. Tak naprawdę, to mam na jutro ogrom ważnych i bardzo ważnych rzeczy do zrobienia w szkole, a czasu brak. Dlatego tak mnie to delikatnie irytowało. Na szczęście była Alutka, ona wie jak mnie naprostować. Powinienem zachować tę kwalifikację wojskową dla siebie, zamiast jej o tym mówić. Tylko się zaczęła martwić. Mimo to pokrzepiła mnie i okazała się świetnym wsparciem.

Dałem jej jedną z moich najbardziej osobistych piosenek. Sama wychwyciła linijkę, którą chciałem jej przekazać. W ogóle to Alicja jest taka słodziutka...zawsze sprawia wrażenie takiej twardej, ale ja już wiem swoje. Jak się rumieni, albo stresuje, to po prostu mi się serce topi...

Czwartek 28/04/22

Jakimś cudem udało mi się ze wszystkim w szkole poradzić i to bardzo dobrze. Uciekłem z ostatniej lekcji jakieś 5 minut po jej rozpoczęciu, żeby zdążyć na czas być na sali. Wziąłem plecak i wyszedłem, na szczęście nie zauważyli. Samo zebranie chyba też przebiegło płynnie, chociaż porządkowy zgodnie ze zwyczajem po prostu był. Krzysiu Pszkit świetnie, ale to świetnie poprowadził studium nowej książki. A moja Alutka przepięknie odpowiadała. Ciągle się na nią gapiłem i nie raz napotykałem wzrok jej protegowanej. Kiedy obok niej przechodziłem, to poczułem jej perfumy i od razu miałem motyle w brzuchu...

Ciągle pamiętam zadanie jakie dał mi brat Hirek. Dobrze, że Ala tu jest, bo lepiej się do tego nadaje. Młodzi ją bardzo lubią, a ona ma świetne podejście. Wiem jak bardzo jej na nich zależy i widzę, że bardzo z tego powodu przeżywa. Wiele dobrego robi, niech się tym cieszy! A kiedy ja sobie z boczku to wszystko obserwuję, coraz bardziej ją kocham.

Maciej chyba nie jest na mnie zły - miała oczywiście rację, jak zwykle zresztą.

Chciałbym się z nią jeszcze spotkać przed Chorwacją, może jak tych luster nie kupi, to razem to zrobimy za tydzień.

Długo pisaliśmy, a zasypiając, w kółko puszczałem ostatnie nagranie, jakie mi wysłała...

Piątek 29/04/22

Dzisiaj zaczął się ten okres, który mam praktycznie co roku. Uwielbiam początek wiosny - czas, kiedy jest 15-19 stopni, świeci słońce, a wiatr delikatnie powiewa. Idealnie na krótki rękawek, ale tak, że się człowiek nie poci. Wszyscy widzą we mnie sztywniaka, ale teraz mógłbym zrobić wszystko. To dziwne uczucie, coś chce się ze mnie wyrwać i po prostu cieszyć! Nie ciążą na mnie żadne pilne sprawy, pogoda jest piękna. Chciałbym po prostu wziąć kocyk, przekąski z kawusią i pojechać z Alą na cytadelę. Mam ochotę się wyrwać, zrobić coś spontanicznego! Pójść na spacer, na zakupy, obejrzeć film, jechać nie wiadomo gdzie, pozjeżdżać na crankworx innsbruck. Cokolwiek!!! Nie tak rzadko to czuję, ale jest jedna przeszkoda. Nie mam z kim. Nie ma żadnej ekipy, do której mógłbym wpaść jak do siebie i coś z nimi porobić. Nie mam z kim pojechać pod namioty gdziekolwiek, albo chociaż poszwędać się po Poznaniu. Owszem, znalazłbym masę chętnych ekip, ale to nie są ludzie, których towarzystwo przynosi mi radość. Wsiąść w auto, albo na motocykl i jechać przed siebie spokojną, pustą drogą, otoczeni pięknymi lasami... znam taki kawałek trasy...Tak naprawdę chcę porobić cokolwiek, tylko z odpowiednimi osobami. A nie mogę, co bardzo mnie dusi. Czuję, jakby cała energia, która mnie teraz wypełnia, nie mogła znaleźć ujścia i wiem, że przerodzić się może w rezygnację.

Z Alą i tak chciałbym pojechać w jeden dzień do Poznania. Poszwędać się po sklepach, podjechać na cytadelę i się tam przejść... o ile będzie chciała oczywiście, ale muszę ją zobaczyć jeszcze zanim na tak długo zniknie.

Na politechnice udało mi się załatwić większość zaległości i nawet dobrze zrozumiałem implementację merge sorta, co daje mi pewną satysfakcję. Nie wiem, czy celowo tak napisała, czy po prostu jej się tak napisało, ale powiedziała na mnie "słońce". Myślałem, że się rozlecę po prostu.

Wygląda na to, że będę prowadził zebranie akurat jak tata Ali ma u nas wykład. Nie dość, że pierwszy raz będę prowadził na sali, to jeszcze przy jej rodzicach. Troszke się stresuje. Maciej zaprosił do Torunia i chociaż wolałbym być na miejscu, to zgodziłem się przyjechać w niedzielę. Ale w środę najpóźniej wracam, dłużej nie dam rady. Właśnie sobie uświadomiłem, że do wtorku mam projekt semestralny na dziada do zrobienia. Masakra, wpakowałem się tym Toruniem w tarapaty.


Sobota 30/04/22

Rano pojechałem z tatą na salę, żeby włączyć ogrzewanie. Bardzo mi się miło zrobiło, kiedy Maciej o to poprosił, bo lubię pomagać. Na specjalnym programie duchowym chciałem usiąść na moim ulubionym miejscu, ale siedziałbym bardo wysunięty, więc na szybko przesiadłem się do ostatniego rzędu. Widziałem, że Marsel się dosiadł obok Ali. Szczęściarz z niego, że może. Przez tą króciótką chwilę poczułem się zupełnie sam i myślałem, że się rozbeczę. Wiem jak to głupio brzmi, bo nawet dziwnie mi się o tym pisze, ale brakuje mi miłości. Ktoś inny powie, że jestem miękki, ale chciałbym mieć z kim usiąść, tak żeby ta druga osoba też miała radość. A ja rozejrzałem się po sali i nie widziałem dla siebie miejsca. Aż źle się czuję myśląc o tym, bo to takie głupiutkie i samolubne skupiać się na tym. Prawdę mówiąc nikt tego nie rozumie. Takiej samotności. Marzę o takim ognisku z kilkoma przyjaciółmi. Albo o ośrodku z przyjaciółmi, albo o wycieczce...Powiedziałem to rozmawiając z Dominiką, ale wszyscy reagują na to tak samo. Zgodziła się, że to jest coś ekstra i zaczęła opowiadać jak to było u niej na różnych ośrodkach itd. Sęk w tym, że ja tego nie miałem. Wszystkie ośrodki były miejscowe, a ja byłem młodszy od reszty, trochę wykluczony z towarzystwa. Poza tym, co to za towarzystwo, gdzie jest ono dzisiaj? Ognisko, śpiewanie pieśni i piosenek, rozmowy o Jehowie i po prostu życiu. Albo cisza. W gronie bliskich przyjaciół. To coś za czym ogromnie tęsknię, chociaż nigdy tego nie doświadczyłem. Jestem przez to zwyczajnie smutny. Wszystko to przeszło mi przez myśl w trakcie gdy szukałem dla siebie miejsca i skończyłem obok Krzysia Rospeka, też był sam.

Specjalny program duchowy był wspaniałym pokarmem na właściwy czas. Prowadził mój ulubiony Wolczko. Przemo jak zawsze powiedział bardzo uczuciową modlitwę - taki już z niego ciepły i kochany misiu. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak brat Kazuś przedstawił skrócony artykuł ze strażnicy. Zawsze ciężko było mi z tego punktu programu coś wyciągnąć, jednak dzisiaj to było mistrzostwo świata. I to nie dlatego, że go bardzo lubię. Świetnie mu poszło, Jehowa z pewnością mu dopomógł. Zaskoczył mnie również Paweł Bugajski - w dużej mierze było to przemówienie oparte na doświadczeniach, ale to właśnie dzięki nim łzy same leciały...

Przemówienie brata Sandersona bardzo mnie pokrzepiło, chociaż to myśli, które są moim "konikiem". Na koniec był werset z mojego ulubionego fragmentu Biblii! Szymczak się chyba mocno stresował, bo tłumaczenie było na trochę niższym poziomie. Długo tego programu nie zapomnę, był wspaniały.

Od 16 byłem na ognisku, chociaż musiałem się do tego zmusić - wiedziałem, jak się będę czuł potem. Nie lubię tak dużych grup, czuję się nieswojo. W końcu mogłem prowadzić auto, kostka się już wystarczająco ogarnęła.

Po przyjechaniu od razu zagadałem Krzysia Pszkita i w sumie to przez całą długość ogniska wielokrotnie rozmawialiśmy. Zebrałem się w sobie i podszedłem do brata Ryszarda, który się bardzo rozgadał. Muszę przyznać, że wymęczyło mnie to wszystko bardziej niż zazwyczaj. Całe szczęście, że co jakiś czas mogłem wyłapać wzrok mojej gwiazdy. Pod koniec podszedłem jeszcze do Lidki, żeby trochę z nią porozmawiać. Śpiewanie pieśni było spoko, chociaż muszę odświeżyć sobie zmiany w srebrnym śpiewniku. Znałem na pamięć wszystkie z żółtego, a teraz mi się trochę stare z nowymi wersjami mieszają.

Dzień fajny, jednak zauważam, że przez brak takiego głębszego szczęścia w niektórych aspektach, nie potrafię się niczym jakoś prawdziwie cieszyć. Nie wiem co z tym zrobić. Może poza słuchaniem się Ali, ona jedna potrafi mnie jednocześnie pchać do dobrego i dawać radość.

Nie wiem jak to się stało, ale przegadaliśmy z Alą 4 godziny. Kończymy, ona idzie spać, a tu już jasno na dworze. Muszę się wziąć jeszcze za rzeczy do szkoły. Ale najpierw podziękuję Jehowie, że Alutka ma pracę. Dobrze, że ją wspiera.


08.05.2022

Niedziela 1/05/2022

Razem z Maciejem i Asią pojechaliśmy na ognisko między - zborowe w parku bydgoskim. Mefi oczywiście zgubił drogę i sporo się spóźniliśmy, ale brat Ryszard nas miło przywitał. Po chwili niezręcznego jedzenie karkówki z grilla na stojąco poszedłem do młodszych dzieci i pograłem z nimi w badmintona. Próbuje sobie przypomnieć jak ja zachowywałem się w wieku 14 lat i ze zdziwieniem stwierdziłem, że zupełnie inaczej. To był czas 2 gimnazjum, a rozmawiając z nimi, czułem jakbym rozmawiał z przedszkolakami. Czuję ogromną różnicę między moim - ostatnim rocznikiem gimnazjum - a kolejnymi pokoleniami. Potem zdecydowałem się podejść do losowej siostry w wieku emerytalnym i zapytać jak u niej. Było mi miło kiedy zaczęła opowiadać swoje stare dzieje i chwalić się wysiłkami. Jehowo, dziękuję Ci za Alę! Gdyby nie Ona, nigdy bym się nie odważył nawet podejść, a co dopiero rozmawiać na poziomie. Oczywiście nie może być idealnie, więc na koniec siostra ta powiedziała, że niedługo będą brali rezerwy do wojska. Informacja na pewno nieprawdziwa, ale humorek zawędrował w dół. Zagadałem też Andrzeja(chyba takie imię). Pamiętam jak był jeszcze zainteresowanym z trudną sytuacją w domu. Byliśmy wtedy razem na jakimś bardziej kameralnym grillu i pamiętam, że spożywał duże ilości alkoholu. Miło było zobaczyć, że teraz jest naszym duchowym, serdecznym bratem. Porozmawialiśmy o braciach z Ukrainy, a on podzielił się ze mną swoimi przeżyciami i trudnościami w wychowaniu syna. Po niedługim czasie mama źle się poczuła, więc z Maciejem zawieźliśmy ją do auta. On z trójką innych młodych stał przed autem, a ja usiadłem w środku i długo rozmawiałem z Asią. Bardzo lubię to robić, chociaż wymaga to sporo cierpliwości i wyrozumiałości. Na szczęście te cechy już długo ćwiczę. Czasami ilość jej pochwał i słów mnie przytłacza. Nie wiem, czy widzi głębiej niż ja potrafię, czy jest po prostu tego nieświadoma, ale smutek ogarnia mnie, kiedy mówi o tym, że zawsze jestem radosny i pokrzepiam braci swoimi słowami. Gdyby tylko wiedziała ile kosztuje mnie utrzymanie tego uśmiechu...

Udawanie jest bardzo, bardzo proste, ale dawanie innym ciepła, kiedy samemu mam ochotę zniknąć, wymaga ogromnego wysiłku. Szczególnie, jeśli tego ciepła nigdy sam nie doświadczyłem.

A! Jeszcze wcześniej na ognisku podszedłem do siostry Doroty z grupy migowej. Powiedziała mi o depresji z powodu pandemii i jej nowym zainteresowaniu jakim jest nauka koreańskiego. Zadawałem różne pytania, a ona sama mówiła - z przyjemnością słuchałem jak sobie radzi w życiu i czasami coś dopowiadałem.

Dzień zakończył się świetnie dzięki Alicji. Z Maciejem oglądaliśmy film, a Ona z Walczakami, no bo jakżeby inaczej. Po co oni dom w ogóle budują, skoro ciągle na os. Tysiąclecia są? Z dumą opowiedziałem jej o moich podbojach na ognisku i tym razem to ja zasnąłem, kiedy pisaliśmy. Wyobraziłem sobie, jak jesteśmy na tym ognisku razem - przytuleni i spokojni wpatrujemy się w płomienie. Tak się zasłodziłem, że na na jakiś czas padłem.


Poniedziałek 2/05/2022


Z Maciejem pojechaliśmy na bilarda, ale jakoś nam nie szło. W ogóle jakoś dziwnie się przy nim czuję. Niby się przyjaźnimy, ale on ma swoją ekipę, z którą cały czas pisze, a mi nie podoba się ich poziom duchowy. Pooglądaliśmy trochę Gumballa, pojechaliśmy na shake'i do kfc, gdzie wypiłem swojego pierwszego shake'a w życiu! Całkiem smaczny. Dużo graliśmy w taką starą grę taktyczną i w miarę miło spędziliśmy czas. Zakradłem się na chwilkę na zbiórkę zborową, żeby ją zobaczyć...potem ciężko było się rozłączyć.

Zobaczyłem pewien filmik, na którym jest ktoś i kot. Będę go oglądał codziennie przed snem. Dwie dziewczyny z Maciejowej ekipy zaprosiły nas na jeden dzień do siebie. Nie wiem co to w ogóle za pomysł, ale na szczęście Maciej po obliczeniu kosztów benzyny sam się ogarnął. Jakbym tam miał jechać, to chyba tylko z słuchawkami w uszach.

Przepiszę kilka myśli, które poruszyłem w rozmowie z Alą, bo chciałbym, żeby tu były.

Jest niezwykle troskliwa, zawsze dba o innych braci, a w szczególny sposób troszczy się o mnie. Chociaż oficjalnie jest twardą i silną kobietą, to w środku kryje się bardzo delikatna i wrażliwa osoba. Bardzo wszystkich kocha i dlatego często swoim kosztem udaje radosną, żeby zadowolić i rozweselić innych. Czasami kiedy z boku obserwuje jak Ala się śmieje na zbiórce, w służbie albo po zebraniu, to po prostu płaczę. Jej uśmiech jest tak piękny, a widok szczerej radości na twarzy dodaje jej piękna. Moje serce nie potrafi się nie wzruszyć na ten widok, tym bardziejm gdy widzę jak wiele radości wkłada w ten sposób w serca innych braci. Wiem, że Ona wszystko bardzo przeżywa i musi wiele spraw sobie w głowie poukładać i powyżalać się. Tak bardzo pragnę, żeby na koniec każdego dnia miała kogoś, po kim nie będzie musiała się wypłakać. Kogoś, kto sprawi, że poczuje się bezpieczna i kochana. Chciałbym być w przyszłości tą osobą i zrobię wszystko, żeby tak było. Odwaga to jedna z najłatwiej dostrzegalnych jej cech. Szczególnie dla mnie, który często zwyczajnie boi się podejść do innych. Ona to potrafi - rozmawia z każdym i o wszystkim. Nie obawia się też odpowiedzieć ostrzej lub żartem, podczas gdy ja siedzę cicho z kijem. Częste i nagłe zmiany humorów ogromnie ją męczą. Nadużywam tego wyrażenia, ale to rollercoaster emocjonalny, który źle na nią wpływa. Na szczęście mam wystarczająco cierpliwości, żeby być z nią w tych chwilach, o ile mi na to będzie pozwalać. Życie nie jest łatwe, tym bardziej w organizacji. A Alę Szatan naprawdę silnie doświadczył. Z radością stwierdzam, że pomylił się i zmarnował czas. Alicji nie da się złamać, Ona zawsze się podniesie i będzie przeć do przodu. Świetnie sobie ze wszystkim radzi, chociaż czasem wydaje jej się, że traci grunt pod nogami. Pewnie jednak płynie przez ocean prób i wyzwań, który innych by zatopił. Taka jest właśnie moja Ala. Wszystko to co jej mówię, co jej pokazuje tak naprawdę pochodzi od niej. Nie wymyślam tego, tylko widzę w jej wnętrzu. Ta ogromna siła, moc i piękno znajduje się w jej sercu, chociaż sama tego jeszcze nie widzi. Kiedyś to zobaczy, sam o to zadbam.

Obiecała, że otrze łzy z moich oczu. Nigdy nie było mi wolno płakać. Wszyscy byli wtedy na mnie źli, więc zamykałem się w sobie i dusiłem emocje. Przy Ali płakałem pierwszy raz od bardzo dawna. Pozwolę jej wytrzeć moje łzy.


Wtorek 3/05/2022

Ala chyba cały dzień musiała mi przypominać, że jest wolne z powodu święta. Pomogłem Asi przygotować się do studium na temat wiarygodności Biblii, które potem jej świetnie poszło. Marcin zaprosił Macieja na studium, więc miałem trochę czasu wolnego, żeby zająć się finansami. Po południu byliśmy na spacerku w lesie i poszliśmy też na fajny punkt widokowy, który mi się przypomniał. Wieczorem bardzo długo rozmawiałem z wiadomo kim i próbowałem jej się nagrać, ale ciągle mnie rozpraszała swoją słodkością. Muszę pamiętać, żeby się w piątek zemścić. Porozmawialiśmy potem chwilkę o kongresach i poszliśmy na sianko. W sensie spanko.


Środa 4/05/2022

W końcu wróciłem do domu! Ala dostała propozycje wyjazdu do Francji, a ja bardzo chciałem jej powiedzieć, że nie ma jechać. To niebezpieczne, nie powinna ryzykować. Mam nadzieję, że wszystko pomyślnie ułoży się z Myślińskimi i nie będzie musiała w ogóle brać tego pod uwagę. Widziałem radość na twarzy Ali, kiedy pojechała odwiedzić rodziców - piękny widok. Nie mogę się doczekać, kiedy weźmie mnie do Wrocławia i pokaże miasto, w którym się wychowała. Niewiele się tego dnia działo, a pociąg jak zawsze miał opóźnienie. Za chwilkę idę spać i znowu zasnę słuchając jej aksamitnego głosu.


Czwartek 5/05/2022

Kilka godzin spędziłem na koszeniu trawy na sali, jednak pod koniec złapała mnie ulewa. Kiedy kosiłem przed salą, zatrzymała się jakaś Pani z dzieckiem w wózku i patrzyła jak koszę. Zatrzymałem kosiarkę i wyjąłem słuchawki, żeby się przywitać, a ona zażartowała, że sprawdzają czy równo. Powiedziałem, że chętnie przyjmę wskazówki. Jak tylko sobie poszła to wpadłem na pomysł zaproszenia jej na zebranie. Czemu po fakcie? Za wolną mam tę mózgownicę. Nie zdążyłem się przygotować zbytnio do zebrania. Jeszcze przed nim chciałem się chwilkę zdrzemnąć, ale idealnie jak zasypiałem zadzwonił budzik. Poirytowany i z bólem głowy pojechałem na zebranie, czekając wieczność na spóźnionego tatę. Sporo zadań mnie czekało na sali, co akurat bardzo lubię. Trochę konsoli, mikrofonów, porządkowego i pomocy doraźnej. Niestety, przez to traci się sporo z programu.

Pominę pewną smutną część zebrania i ogólnie tego wieczoru. Piszę to już w piątek, więc nie ma sensu rozdrapywać ran. Zauważę tylko delikatny sposób w jaki Michasia mi coś powiedziała i szybką reakcję Macieja. Chociaż szkoda, że nie przyjechał, albo nie wziął mnie ze sobą, skoro widział w jakim byłem stanie. Ten wieczór był okropny, bo wiedziałem, że przeze mnie jest jeszcze gorszy dla niej. Ale mam nadzieję, że nie będzie żywić w sercu do mnie urazy. Ala miała być o 7 w medycynie pracy, a ja miałem plan, żeby wymknąć się z domu. Wiedziałem, że ona tego potrzebuje. Przyjaciela, który będzie przy niej od samego ranka. I chociaż mam ręce często zakute w kajdany, to postanowiłem zrobić wszystko, żeby się to udało


Piątek 6/05/2022

To zdecydowanie jeden z najlepszych dni w moim życiu. Nigdy go nie zapomnę, nigdy nie zapomnę jej. Cały ten czas wspólny... kiedy oparła głowę na moim ramieniu, kiedy ją objąłem, kiedy na Wildzie pozwoliła się chwycić za rękę...Cały czas czuję jej zapach, miękką skórę, niespokojny oddech i wspaniałe ciepło. Widzę też najpiękniejsze oczy, które tego dnia były wpatrzone we mnie. Pamiętam dokładnie kiedy położyła rękę na moim kolanie, a potem, kiedy poprawiła mi grzywkę. To było tak rozczulające, poczułem się bardzo kochany i potrzebny. Ciężko mi to opisać, ale wystarczy, że zamknę oczy i widzę ją przed sobą. To najpiękniejszy obraz.


Sobota 7/05/2022

Ze służby niewiele wyszło, bo nikt nie chciał mnie zaprosić. Nawet tata po paru minutach skończył swoją działalność. Wysunąłem pomysł wyjazdu do Poznania, co bardzo mamę ucieszyło. Zabraliśmy też tatę, chociaż bardzo nas denerwował, próbując być śmiesznym i wymieniając nazwę każdego sklepu, który widzi. W pewnym momencie stanąłem dokładnie w tym samym miejscu, gdzie staliśmy z Alą odpisując Michasi, kiedy Ona oparła głowę na mym ramieniu. Znowu poczułem jej zapach i zacząłem się delikatnie trząść z emocji. Maciej dał mi bojowe zadanie na jutrzejsze zebranie, na którym i tak będę zalatany. Mamy tylko 3 braci od mediów, co oznacza, że 1/3 zebrań praktycznie nam przepada. Ciężko wyciągnąć z nich pełną korzyść. Znalazłem mega fajną lnianą koszulę w pieknym morskim kolorze. Okazało się jednak, że miała założoną złą metkę z rozmiarem i zamiast kupić ją sobie, dostał ją tata, bo na niego pasowała. No ekstra. Nie dość, że ścina włosy tak jak ja, to teraz jeszcze będzie się ubierał jak ja. Normalnie masakra.


https://www.youtube.com/watch?v=qstuXC55-iM


15.05.2022

To zdecydowanie najlepszy tydzień w moim życiu. Jestem szczęśliwy.


Poniedziałek 9/05/2022

Dzięki maturom miałem wolne, więc pojechałem do babci. Chwilę przed wyjazdem dogadaliśmy się z Alą, że spędzimy trochę czasu wcześniej razem. Jaki wspaniały był to czas...wystarczy, że zamknę oczy i już widzę jej piękne oczy, miękkie włosy, delikatną skórę...Tak dobrze było zobaczyć ją szczęśliwą! Nie ma widoku, który bym wolał od właśnie tego. Tego najbardziej pragnę, żeby była naprawdę szczęśliwa i radosna.

Niestety musiałem ją zostawić i pójść do babci. Nie wiem czemu tak dziwnie mi to przyznać, ale chciałbym być przy niej już na zawsze. Może dlatego, że nigdy nie byłem od kogoś zależny? Moje szczęście, a tak w zasadzie jego brak, nie było od nikogo zależne. Jakimś sposobem mam wbite do głowy, że muszę być silny, bezproblemowy i twardy. I jestem taki dla całego świata, ale czasami naprawdę chciałbym trochę tego ciepełka... leżeć przytulony razem z nią na trawie, czuć się kochanym. Dlaczego tak ciężko mi to z siebie wydusić? Przez resztę czasu mogę bez najmniejszego problemu być tym przysłowiowym twardzielem, ale fajnie byłoby poczuć ten spokój.

Babcia oczywiście cała w skowronkach, zawiozłem ją na cmentarz Corsą, bo lepiej, żeby sama już nie jeździła.


Wtorek 10/05/2022

Ale jestem wykończony. Wtorki w szkole są dosłownie zabójcze. Chociaż muszę przyznać, że ten mi wyjątkowo szybko minął. Ciągle myślałem o Alicji, jak ją przytulałem jak się... ach! Czuję jej perfum, jakby była obok. To był też jej pierwszy dzień w nowej pracy. Następne dni będą dla niej pewnie stresujące, ale na pewno sobie poradzi i szybko odnajdzie w nowym środowisku. Jest niezwykle inteligentna i przyjazna, więc nie wyobrażam sobie, żeby miało być inaczej.

Ostatnimi czasy, kiedy mocno folgowałem sobie ze szkołą, krwotoki zelżały zarówno na sile i częstotliwości. Niestety, nie mogę sobie na więcej luzu powrócić, a nos oczywiście nie zamierza być dłużnym. Dzisiaj był jeden z gorszych w życiu, aż sam się przestraszyłem, choć miałem już ich tysiące. Musiałem nawet tatę wołać, żeby mi przyniósł tabletki z plecaka, bo inaczej bym się wykrwawił. Tabletki mi się kończą swoją drogą, zostało zaledwie 5. Nienawidzę chodzić po lekarzach, ale chyba muszę się w końcu umówić znowu do laryngologa. Niech mnie zapisze na ten głupi zabieg, bo wszystko co próbowali Ci jakże wykształceni lekarze totalnie zawiodło. Muszę nauczyć się na nowo przyzwyczaić do noszenia wszędzie tabletek, bo przez ten lżejszy okres się rozleniwiłem i często zostawały w domu.

Studium rodzinne było takie jak zawsze. Nie wiem czemu tata nie wymyśla innych tematów. Wiem, że wymaga to czasu, ale przecież widzi, że mama ma już taką niechęć do studium... Ostatnie zmiany jakie były, to kiedy ja zaproponowałem, że coś przygotuję i omówię. Tak to ciągle rozdziały na czwartek, które i tak zawsze mam już przeczytane.

Moje kochanie przed chwilą zasnęło z telefonem w ręku 😊. Słodziaśna ta Alutka.


Środa 11/05/2022

Nie wiem co ona ze mną robi, ale mam wolne i wstaję o 6, tylko po to, żeby życzyć jej miłego dnia. Potem chwilę jeszcze poleżałem i pojechałem znowu do babci. Wpadłem do Picollo po makaron i tuż po 10 stałem pod drzwiami. Hehe, tego się nie spodziewała. Posiedzieliśmy razem, pomogłem jej z JW library, nauczyłem jak cofać seriale w telewizji i inne takie. Powiedziała, że jak wszystko ogarnę, to możemy razem pojechać na wakacje gdzie tylko chce. Ech, dawno nie byłem na wakacjach... Ostatni raz w wieku 14, albo 15 lat. Raczej 15. Wakacje z rodzicami to raczej kara, a nie nagroda. Z babcią byłoby znacznie lepiej, ale to też nie jest sposób, w jaki chce spędzać czas. Razem pojechaliśmy tramwajem, babcia na rechabilitację, a ja dalej do Avenidy. Coś tam ogarnąłem i pojechałem do Kobylnicy.

Nie wiem jak to jest, ale kiedy tylko ją zobaczyłem, nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Dzisiaj pięknie świeciło słońce, a jego jasne promienie oświetlały jej cudowne oczy. Zawsze zwracałem dużą uwagę na oczy innych ludzi, to dla mnie chyba najpiękniejszy element ludzkiej natury. Alicji bardzo długo nie odważyłem się spojrzeć w oczy tak, by móc im się dobrze przyjrzeć. Ale kiedy już to zrobiłem... dokładnie pamiętam gdzie wtedy staliśmy, bo ich widok mnie oczarował. Są wyjątkowe, zupełnie różne od wszystkich innych oczu! Nigdy nie widziałem równie pięknych, bez wątpienia Alicja ma najpiękniejsze oczy ze wszystkich. A kiedy do tego są wpatrzone we mnie i towarzyszą im najpiękniej pachnące włosy na świecie, najpiękniejszy uśmiech na świecie, najdelikatniejsza w dotyku skóra, najsłodszy głos, najbardziej aksamitne usta, to żadna kobieta nie może się z nią równać. Alicja ma nie tylko nawspanialsze wnętrze, ale jest też najpiękniejszą na świecie.

Po powrocie pojechałem z Maciejem na budowę, gdzie trochę mu pomogłem w robieniu dziur pod kanalizę. Typowa monotonna robota, przy której zwyczajnie szybko krew odpływa z rąk i trzeba odpoczywać. Ale przyjemnie było nie siedzieć w domu.

Przed chwilą skończyłem się uczyć na jutro i marzę o tym, żeby już spać. Szkoda tylko, że budzik pokazuje mniej niż 5 godzin snu.


Czwartek 12/05/2022

Przepraszam wszystkich zainteresowanych (jedną osobę), ale bardzo nie chce mi się dzisiaj pisać. Czasami myślę, że za bardzo się wysilam. Zdarza się, że biorę trudne zadania i robię wszystko idealnie, bo zawsze chce dawać Jehowie i braciom co najlepsze. Najwyższa jakość. Przez to niektórzy oczekują potem cudów, a jak odmówię, jak dzisiaj, to są mną zawiedzeni. Jeszcze mnie ojciec upokorzył, najpierw przed wejściem na mównicę, mówiąć, że poprosił Krzysia i on to zrobi, skoro ja nie mogę, potem z mównicy, jak coś nie działało, a na koniec kiedy to właśnie plan jego i Krzysia podstawił mnie pod ścianą i potem ja dostałem burę za to, że coś źle poszło. Ekstra, po prostu cudownie. Najgorsze jest to, że też jestem na siebie zły. Tak bardzo chcę, żeby wszystko działało, chcę sprostać każdemu zadaniu dla Jehowy. Miałem ochotę się rozbeczeć. To bardzo miłe, że Ala mnie nie wyśmiała, ani nie zbagatelizowała tego jak się czuję. Jest dla mnie prawdziwym wsparciem. Naprawdę strasznie się czułem, a teraz dzięki niej jest znacznie lepiej.


Piątek 13/05/2022

Dzień na politechnice był potwornie nudny, nie mam zielonego pojęcia jak wytrzymam z nowym wykładowcom. Jest definicją nudy. Przynajmniej szybko nas wypuścił i mogłem pojechać po Alę. Tak dobrze było zobaczyć jak się szczerze śmieje! Kto by pomyślał, że jakaś brązowa ziemia na mazurskich bieszczadach może przynieść tyle uciechy 😂. Nie będę się zbyt długo rozwodził nad tym jak minął ten czas. Mam to wszystko przed oczami. Tylko dwa momenty wspomnę dla pewności, bo były wspaniałe.

Jeden, gdy przy brzegu całowała mnie po szyi, a jej ręce były na karku, plecach...wtedy na prawdę traciłem kontakt z rzeczywistością...

Drugi, kiedy powoli zbieraliśmy się z parku i no... powiem tyle, że nie czułem wtedy w ogóle zimna.


Sobota 14/05/2022

Mama chciała, żebym pomógł jej z listem do Pani Ulki. Służba w grupie była niezwykle drętwa, głównie przez tatę, który wiódł prym w pisaniu, a średnio potrafi to robić. Napiszemy potem z mamą sami, jak poprzednio. Razem z tatą zamontowaliśmy dzisiaj 3 nowe lampy, akurat zleciały 3 godzinki. Jutro mam prowadzić zebranie i jeszcze media do tego. Wariuje ze stresu, zarówno dlatego, że to pierwsze prowadzenie na żywo, jak i dlatego, że będę zapowiadał tatę Ali. Już widzę jak się gdzieś pomylę i wszyscy się będą naśmiewać. Albo co gorsza się zatnę i będzie wstyd. Nie mam takiej swobody w przemawianiu jak inni, chociaż na zoomie czułem się bardzo dobrze. Na żywo jest jakaś masakra, na bieżąco wiem, że nie idzie tak, jak powinno. Prawdę mówiąc, stresuje się też Alą. Nie chcę jej przynosić wstydu, nie chcę, żeby się mną wstydziła. Prawdę mówiąc jestem skazany na porażkę. Na pewno się nie uda, bo ja to ja i skończy się śmiechem całej sali. Wszyscy będą szeptać i się naśmiewać, a ja nie zareprezentuje Jehowy tak, jak na to zasługuje. Po co ja w ogóle jestem?

Rozmawiałem z Dawidem i Rusłaną i kiedy zapytał o wniosek, powiedziałem, że nie wypełniam. No i świetnie, oczywiście zaczął mówić, że są tutaj młodsi ode mnie i Betel ma potrzeby. Potem zszedł temat na nowego nadzorce, którego będziemy mieli i powiedział, że weźmie się za zbór, w szczególności za tych, którzy są młodzi, a nie pojechali do Betel. Z uśmiechem na ustach oczywiście, ale wiadomo o co chodzi. Szczerze? Przykro mi i płaczę. Dobrze, że nie widzi, bo bym był wyzwany od beksy. Po co ja się w ogóle staram? Nigdy nic nie wychodzi, nigdy nikogo nie zadowalam, zawsze robię za mało. Bez sensu, jestem śmieciem, nienawidzę się. Najlepiej to w ogóle zaproszę Dawida, Szymczaka i całe Betel na jutro do nas. Niech się wszyscy pośmieją, do tego się nadam. Będę robił za komika dla wszystkich lepszych od siebie.

Wpisy z 06/22


Wpisy z 07/22


Wpisy z 08/22


Wpisy z 09/22


Wpisy z 10/22


Wpisy z 11/22


Wpisy z 12/22


Wpisy z 2023


Wpisy z 01/23


Wpisy z 02/23


Wpisy z 03/23


Wpisy z 04/23


Wpisy z 05/23


Wpisy z 06/23


Wpisy z 07/23


Wpisy z 8/23


Wpisy z 9/23


Wpisy z 10/23


Wpisy z 11/23


Wpisy z 12/23


Wpisy z 2024


Wpisy z 01/24


Wpisy z 02/24


Wpisy z 03/24


Wpisy z 04/24


Wpisy z 05/24


Wpisy z 06/24


Wpisy z 07/24


Wpisy z 8/24


Wpisy z 9/24


Wpisy z 10/24


Wpisy z 11/24


Wpisy z 12/24


Wpisy z 2025


Wpisy z 01/25


Wpisy z 02/25


Wpisy z 03/25