Wpis z 23/05/2022

Poniedziałek 16/05/22


Niestety nie udało nam się dzisiaj zobaczyć z Alą. Ostatnio mieliśmy ku temu okazje tak często, że ciężko będzie jej nie widzieć praktycznie codziennie. Jestem totalnym deklem i zraniłem ją. Byłem zestresowany i palnąłem głupotę, która sprawiła jej ogromną przykrość. Czemu po prostu nie siedziałem cicho? Ach, czuję się beznadziejnie. Normalnie bym od razu wsiadł w auto i pojechał ją przeprosić osobiście i przytulić. A teraz jedyne co moge, to się nagrać i liczyć na to, że zechce mi przebaczyć. Mam nadzieję, że będzie mi łaskawa, bo na prawdę nie chciałem jej ranić. Tak bardzo ją kocham...


Wtorek 17/05/22


Dzisiaj dzień można zaliczyć do udanych z jednego prostego powodu - widzieliśmy się z Alutką. Zastanawiam się tylko, czy na pewno chciała się dzisiaj ze mną widzieć. Nie, w sumie to na pewno mózg mi świruje. Napisałem jej w szkole, że jestem już dosyć zmęczony po lekcjach, a Ala zapytała, czy nie wolę jednak wracać do domu, zamiast się z nią widzieć. Ale to głupia myśl, pewnie po prostu sobie jeszcze nie uświadamia w pełni, że Ona jest moim domem i to przy niej chcę spędzać czas, również gdy jestem zmęczony. Z Maciejem kupiliśmy bilety na koncert KJ w Bydgoszczy. Szczerze? Nie chcę zbytnio jechać, ale też nie wypada odmówić. Chętnie bym za to pojechał tam z nią...

Zmartwiło mnie to, co Ala opowiadała o jedzeniu. Sam nieczęsto czuję się głodny i wiem, jak odrzucający może się wydawać nawet najlepszy pokarm. Bardzo się teraz boję. Dlaczego ona nie je? Czy nie czuje się głodna? Nie ma czasu i zapomina? A może wmówiła sobie, że musi schudnąć, chociaż wygląda dosłownie idealnie pod każdym względem? Mam nadzieję, że weźmie tę sprawę na poważnie i uczyni praktyczne kroki, żeby ten problem nie jedzenia wyeliminować. Znam jedną dziewczynę, która na początku chciała zwyczajnie schudnąć, bo zamiast posłuchać innych, bliskich jej osób, wmówiła sobie, że tego potrzebuje. Chociaż nie mam z jej otoczeniem kontaktu od końca gimnazjum, to co jakiś czas widzę ogłoszenie w internecie ze zbiórką pieniędzy. Od zupełnie nie na miejscu myślenia do walki o życie od 3 lat...

Do moich codziennych modlitw, w których żarliwie wspominam moją Alutkę dołączę prośbę i w tym temacie. Bardzo się martwię.

Pośmialiśmy się trochę z okradania babci przez chwilą i ogólnie dzień bardzo udany


Środa 18/05/22


Udało mi się chociaż jeden przedmiot zakończyć z takim wynikiem, jaki chciałem. 6 z hisu na świadectwo już zaklepana. Głupio, bo z większości przedmiotów przez wszystkie lata same 5 i 6, a teraz w 3 klasie dają gorsze oceny :/. Słabo, bo cały wysiłek idzie na marne. Razem z Alą wygłupialiśmy się na najdłuższej zbiórce w historii. Potem pojechaliśmy szukać miejsca do jeżdżenia na rolkach. Nie podoba mi się pomysł z jeżdżeniem na ulicy, to bardzo niebezpieczne. Mam nadzieję, że Ala zrezygnuje z tego i będzie jeździć na długiej, asfaltowej ścieżce rowerowej, wzdłuż której jechaliśmy na końcu. W pewnym momencie się zatrzymaliśmy i...ach. Kiedy odpięła pasy... A potem pod sklepem... Zaraz idę spać i zasnę mając ją przed oczami


Czwartek 19/05/22


Kolejny dzień kiedy się widzieliśmy. Co prawda tylko chwilę przed pociągiem, bo musiała coś zawieźć, ale to i tak jest warte więcej, niż cokolwiek innego. W szkole idealnie przed kartkówką z matematyki przypomniało mi się jak odpięła pasy, chwyciła mnie za koszulkę i do siebie przyciągnęła... Na samo wspomnienie oddech mi przyspiesza.

Marsel organizuje wycieczkę do Wrocławia, ale zupełnie mi się ona nie widzi. Już sobie w głowie wyobraziłem, że będę tam pierwszy raz dopiero z Alą... Nie chcę jechać tam z jeszcze innymi. Z drugiej strony Ona pewnie pojedzie. Nie wiem co zrobić, najbardziej bym chciał, żebyśmy oboje nie jechali. Ale jak Alutka pojedzie, to czy też mam jechać? Raczej odmówię; Małgosia pewnie będzie na mnie zła.

Po zebraniu podszedłem porozmawiać chwilę z Patrykiem i pochwalić go za wypowiedź na skarbach. Chwilę później przyszedł Marsel i parę minut pogadaliśmy w trójkę o szkole i egzaminach. Potem Ilonka mnie za to pochwaliła, co bardzo mnie zaskoczyło, ale też chyba nawet zachęciło. Zaproponowałem Michasi, że chętnię ich wesprę na budowie i zobaczymy co z tego wyniknie. Jutro się widzimy z Alą, więc będzie też świetny dzień.


Piątek 20/05/22


Ostatnie piątki wyglądają całkiem podobnie. Miałem wolne, więc pojechałem do babci, a potem czekałem w Kobylnicy na Alę. Pojechaliśmy razem w jakąś dzicz i... i to był bardzo miły czas. Szczególnie jeden moment sprawia, że robi mi się ciepło na sercu. Kiedy Ala się na mnie położyła, a ja głaskałem ją po głowie... To było tak wspaniałe uczucie, to był mój dom. Mam nadzieję, że jeszcze nieraz to powtórzymy. O reszcie, która też była wspaniała pisać nie nie będę. Tylko wspomnę o 3 psach i rzeczce. Po powrocie pomogłem trochę tacie i zakonserwowałem opony. Jeszcze wcześniej udało mi się dać wizytówkę jakiemuś panu na dworcu głównym, który po angielsku spytał się o peron. Pierwszy raz od dłuższego czasu padał deszcz i mnie uspokoił. Ten zapach, wilgoć, parność przed burzą... uwielbiam to odczucie. Ogólnie to padam wyjątkowo i idę spać. Dobranoc!


Sobota 21/05/22


Rano widziałem, że rodzice kupili dużo słodkiego. Okazało się, że zaprosili dziadków, ale nic mi o tym nie powiedzieli. Chociaż zaprosili ponoć z uwzględnieniem tego, że ja będę na budowie, więc niby spoko. Na budowie byłem gdzieś do 21:30 i jutro mamy zalewać oba pomieszczenia. Ala miała potworny dzień, a ja siedziałem niedaleko i nie mogłem nic zrobuić, żeby jej pomóc. Przez resztę dnia wyrzucałem sobie, że jestem beznadziejnym przyjacielem, który nie daje jej wsparcia, na które zasługuje. Kiedy potem napisała, że ja jestem jej wsparciem, to się rozłożyłem. Jestem niczym, nie daję jej tego, na co zasługuje.


Niedziela 22/05/22


Dzisiaj wykład miał Patryk. Świetny, bardzo uzdolniony mówca. Dobrze go pamiętam, bo to jeden z tych, do których lubią mnie porównywać. Dzisiaj nikt mi nawet nic nie powiedział w tym temacie, ale sam siebie zgnębiłem. W myślach sobie wmawiałem wszystko to, co wcześniej słyszałem i po chwili miałem łzy w oczach. Po zebraniu podszedłem mu podziękować za wykład i pochwalić, że tak pięknie się wysila. Oczywiście miło się rozmawiało, bo to przecież świetny braciszek. Ale to i tak przygnębiające. Chociaż szczerze chcę go pochwalić, to muszę walczyć z tym, żeby się nie rozpłakać i powiedzieć, że nigdy nie będę tak przydatny jak on.

Przywiozłem z tatą na zebranie też Kacpra i Dominika. Oboje dobrze się zachowywali na zebraniu, chociaż tata bardzo przedłużył strażnicę. Kacper czytał każdy werset. Był bardzo słodki, bo zajmowało mu to prawie dwa razy więcej czasu niż innym, więc musiałem się pilnować, żeby trzymać dłużej tablet w górze. Potem wzięliśmy ich na lody i byli zadowoleni. Powiedzieli, że będą prosić mamę, żeby przyjechać w czwartek. Chwilę po 14 pojechałem z Maciejem na budowę. Zaczęliśmy wylewać posadzkę. Potem przyjechała Michasia i około 20:30 skończyliśmy oba pomieszczenia w piwnicy. Przyznam, że to był niezły trening wytrzymałościowy. Zawieźliśmy jeszcze rzeczy siostrze Lonii i zrobiło mi się przykro kiedy powiedziała Maciejowi, że fajnie, że spędza ze mną czas, bo nie mam nikogo w zborze, z kim mógłbym spędzać czas. No, trafiła w punkt. Nigdy nie miałem młodzieży w swoim wieku, ale jednak Maciej bierze mnie na budowę do pracy. Ani słowa w innym temacie nie zamieniliśmy, ale tak to już jest